Mecz rozstawionej z nr 7 Świątek z Kontaveit (nr 28) był wymianą strzałów od pierwszej do ostatniej piłki.
Estonka bardziej wszechstronnemu tenisowi Polki postanowiła przeciwstawić moc i silną wolę. Siła ognia w wymianach była taka, jak rzadko zdarza się meczach kobiet. Już drugi gem trwał ponad 10 minut, a potem napięcie tylko rosło.
Serwis w pierwszym i drugim secie nie okazywał się decydującym atutem, przełamań było bez liku.
Pierwszego seta Polka wygrała gładko, ale w drugim nie prowadziła ani przez chwilę, wyrównała dopiero na 4:4, przegrała jednak dwa kolejne gemy i zgodnie ze swoim zwyczajem poszła do szatni. Wróciła i przeciąganie liny trwało dalej, dopiero teraz Iga zagrała pierwsze skróty w meczu, a Estonka choć nie zmniejszyła mocy uderzeń, zaczęła biegać wolniej. Przegrała swój serwis w trzecim gemie i tej straty już nie odrobiła.
W ostatnim gemie obroniła jednak przy swoim podaniu aż cztery piłki meczowe, zanim w końcu przegrała.
Zwycięstwo w meczu pod tak wysokim napięciem, bez momentów psychicznej zapaści, jakie zdarzyły się Idze w spotkaniu z Fioną Ferro pokazało, że wróciła zarówno tenisowa moc jak i hart ducha. Obie te cechy bardzo się przydadzą w pojedynku z Belindą Bencic. Polka wygrała ze Szwajcarka w tym roku w finale turnieju w Adelajdzie 6:2, 6:2 i było to ich jedyne spotkanie.
Awans do czwartej rundy to najlepszy wynik Świątek w US Open. Dwa lata temu odpadła w drugiej, a rok temu w trzeciej rundzie.
Walczący o Wielkiego Szlema Novak Djoković pokonał w trzeciej rundzie Japończyka Kei Nishikoriego 6:7 (4-7), 6:3, 6:3, 6:2.