Tuż przed walką David Haye okazał iście gwiazdorskie kaprysy, gdyż po prostu... odmówił wyjścia na ring twierdząc, że potrzebuje jeszcze trochę czasu. Szczęśliwie dość szybko zmienił zdanie.

Organizatorzy jednak również nieco zawiedli, gdyż Haye miał duże problemy z dojściem na ring. Nie zapewniono korytarza, którym zawodnik mógłby spokojnie przemieścić się na miejsce walki. Musiał,w gronie ochroniarzy, przedzierać się przez tłum kibiców. Kliczkę zresztą spotkał ten sam los.

David Haye wmaszerowal na ring nonszalancko, a Kliczko - w zupełnym skupieniu.

Obydwaj zawodnicy przewalczyli pełne 12 rund. Zdaniem komentatorów czyste ciosy  można policzyć na palcach rąk. Haye zapłacił zaś za prowokowanie Kliczki i "pajacowanie" w ringu.

Sędziowie byli zgodni - Kliczko wygrał na punkty: 117:109; 118:108; 116:110.

Kliczko, który miał już pasy mistrzowskie w wadze ciężkiej federacji IBF i WBO (oraz mniej znaczący IBO), zdobył również należący do rywala tytuł WBA.

Sędzią ringowym był Amerykanin Genaro Rodriguez, a na punkty oceniali walkę pani Adalaide Byrd i Michael Pernick (oboje USA) oraz Stanley Christodoulou z RPA.

Imtech Arena, w której odbywała się gala, jest tylko częściowo zadaszona, a w Hamburgu cały dzień lało jak z cebra. Ring osłonięto,większość publiczności także znalazła się pod dachem, ale warunki nie były idealne. Odwołanie walki nie wchodziło w grę ze względu na liczne kontrakty reklamowe.