Dwaj z nich stanęli w ostatni piątek na szczycie Makalu (8463 m). Kierownik wyprawy Artur Hajzer (49 lat) oraz Adam Bielecki (28) dotarli tam o godz. 14 czasu nepalskiego. 29-letni Tomasz Wolfart doszedł półtorej godziny później. Wspinali się bez tlenu z butli.
Do namiotu szturmowego obozu IV na wysokości 7800 m zeszli po zdobyciu szczytu tylko pierwsi dwaj alpiniści. Czekał na nich Maciej Stańczak, który zrezygnował z ataku na szczyt.
Wolfart nie był w stanie wrócić na noc do namiotu. Biwakował po drodze. W sobotę rano koledzy widzieli z IV obozu, że ma kłopoty z orientacją. Kiedy zszedł do nich, zaczęli wspólny odwrót. Nie zdołali za dnia osiągnąć obozu III (7400 m). Biwakowali.
W niedzielę Hajzer poprosił o pomoc i wezwanie śmigłowca. W bazie przebywało w tym czasie trzech alpinistów. Polska wyprawa jest jedyną, która działa na tej górze. Nie zatrudnia Szerpów wysokościowych.
W niedzielę wieczorem Hajzer wysłał SMS, że są na przełęczy Makalu La (7200 m) i czekają na pomoc. Na stronie internetowej Explorersweb pojawił się apel do zaaklimatyzowanych himalaistów, którzy mogliby wyruszyć z Katmandu drogą powietrzną w kierunku Makalu. Ostatecznie wystartowało pięciu nepalskich ratowników. W bazie znaleźli się w poniedziałek.
Tymczasem Bielecki zszedł do obozu II (6500 m) po ratunkowe butle z tlenem. Próbował zanieść je do góry. Był jednak zbyt wyczerpany. Zszedł do bazy wysuniętej (5600 m), z której wyruszyli na pomoc dwaj polscy wspinacze. Ostatni komunikat przed zamknięciem gazety informował, że Hajzer dotarł do obozu II, Wolfart i Stańczak schodzą z wysokości 7000 m.
W obozie II znajduje się tlen i worek Gamowa – przenośna komora ciśnieniowa pomocna w ratowaniu himalaistów z choroby wysokościowej.
Z bazy wysuniętej naprzeciw wspinają się też nepalscy ratownicy. Niosą butle z tlenem.