Niemiecka klątwa wciąż trwa

Po zimowych testach, bardzo nieudanych dla ekipy Ferrari, nikt nie postawiłby złamanego grosza na to, że na półmetku sezonu liderem mistrzostw będzie Fernando Alonso. Hiszpan odniósł w Grand Prix Niemiec swoje trzecie zwycięstwo w tym roku i powiększył przewagę nad kierowcami Red Bulla

Aktualizacja: 22.07.2012 21:49 Publikacja: 22.07.2012 21:42

Hiszpański kierowca Fernando Alonso i niemieckie kierowca Sebastian Vettel w czasie wyścigu na torze

Hiszpański kierowca Fernando Alonso i niemieckie kierowca Sebastian Vettel w czasie wyścigu na torze Hockenheim

Foto: AFP

Kierowca Ferrari nie zmarnował wywalczonego na mokrym torze pole position i na Hockenheim powtórzył triumf sprzed dwóch lat, wygrywając jednocześnie swój 30. wyścig w karierze. – Fantastycznie, w samolocie będzie niezła impreza – cieszył się tuż po przejechaniu linii mety. – Nie mogłeś mnie pokonać? – pytał na podium trzeciego na mecie Jensona Buttona. – On też nie – dodał, pokazując na drugiego w wyścigu Sebastiana Vettela.

Zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo: przez cały wyścig Alonso nie mógł odskoczyć od ścigających go rywali na więcej niż dwie sekundy. Przyznał potem, że najważniejszy był start z pierwszej pozycji, bo tempo jego samochodu nie było najlepsze. – Wyprzedzenie nie jest łatwe, nie byliśmy dziś najszybsi, ale udało się utrzymać pozycję – mówił uradowany Hiszpan. Jego przewaga nad drugim w mistrzostwach Markiem Webberem, który był na Hockenheim ósmy, wzrosła do 34 punktów. Zwycięstwo jest warte 25 punktów, zatem niezależnie od wyników rozgrywanej za tydzień Grand Prix Węgier kierowca Ferrari utrzyma prowadzenie przez trwającą niemal cały sierpień wakacyjną przerwę.

– Walczyłem jak lew, ale nie miałem szansy na zagrożenie Alonso – mówił przez radio Vettel, tuż po przejechaniu linii mety na drugim miejscu. Mistrz świata niedługo cieszył się miejscem na podium, bo dwie godziny po wyścigu sędziowie doliczyli do jego wyniku 20 sekund kary, co zepchnęło kierowcę Red Bulla na piąte miejsce. Klątwa domowego wyścigu, w którym Niemcowi jeszcze ani razu nie udało się wygrać, wciąż trwa – choć tym razem Vettel stracił podium na własne życzenie.

Na przedostatnim okrążeniu obrońca tytułu zaatakował jadącego na drugiej pozycji Buttona. Na wyjściu z ciasnego nawrotu pojechał szeroko, poza obrębem toru, i w ten sposób wyprzedził rywala. W myśl przepisów zyskanie pozycji po wyjeździe za ograniczające tor białe linie jest zakazane, ale mimo tego Vettel nie przepuścił kierowcy McLarena. – Nie byłem pewien, czy Button jest po mojej wewnętrznej – brzmiało tłumaczenie Niemca. – Nie widziałem go w lusterku i starałem się zostawić jak najwięcej miejsca, aby uniknąć kolizji. Zdecydowałem się więc wyjechać na pobocze, bo tak było najbezpieczniej.

– Nie będę tego komentował, wszystko było widać na ekranie – mówił Button po odebraniu trofeum za trzecie miejsce. Po wyścigu musiał jednak oddać je czwartemu na mecie Kimiemu Raikkonenowi, a sam przejął od Vettela nagrodę za drugą lokatę. Sędziowie orzekli, że Niemiec w nieprzepisowy sposób zyskał pozycję, a ponieważ werdykt zapadł po wyścigu, zamiast kary przejazdu przez pas serwisowy doliczyli do jego czasu 20 sekund. Chytry dwa razy traci – kierowca Red Bulla spadł przez to na piąte miejsce, za Kamuiego Kobayashiego, dla którego czwarte miejsce jest najlepszym wynikiem w karierze.

W towarzyszących Grand Prix Formuły 1 zmaganiach kierowców Porsche Supercup najlepszym Polakiem ponownie okazał się Robert Lukas. Mimo odległej, szesnastej pozycji startowej, zawodnik ekipy Forch Racing minął metę na czwartym miejscu. – To była dobra zabawa, wyprzedziłem wielu rywali – cieszył się Lukas. Patryk Szczerbiński był na mecie szósty, a jego partner z zespołu Verva Racing Team, Kuba Giermaziak, odpadł z rywalizacji po kolizji na pierwszym okrążeniu. Czwarty polski zawodnik, Mateusz Lisowski, zdobył punkty za 12. miejsce.

Za tydzień na Hungaroringu odbędą się dwa wyścigi Porsche Supercup, w ramach rekompensaty za odwołany wyścig w Barcelonie. W mistrzostwach z dużą przewagą prowadzi broniący tytułu Rene Rast, a trzech Polaków mieści się w pierwszej dziesiątce: Giermaziak jest siódmy, Lukas ósmy, a Szczerbiński dziesiąty – i jednocześnie trzeci w klasyfikacji debiutantów.

Kierowca Ferrari nie zmarnował wywalczonego na mokrym torze pole position i na Hockenheim powtórzył triumf sprzed dwóch lat, wygrywając jednocześnie swój 30. wyścig w karierze. – Fantastycznie, w samolocie będzie niezła impreza – cieszył się tuż po przejechaniu linii mety. – Nie mogłeś mnie pokonać? – pytał na podium trzeciego na mecie Jensona Buttona. – On też nie – dodał, pokazując na drugiego w wyścigu Sebastiana Vettela.

Zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo: przez cały wyścig Alonso nie mógł odskoczyć od ścigających go rywali na więcej niż dwie sekundy. Przyznał potem, że najważniejszy był start z pierwszej pozycji, bo tempo jego samochodu nie było najlepsze. – Wyprzedzenie nie jest łatwe, nie byliśmy dziś najszybsi, ale udało się utrzymać pozycję – mówił uradowany Hiszpan. Jego przewaga nad drugim w mistrzostwach Markiem Webberem, który był na Hockenheim ósmy, wzrosła do 34 punktów. Zwycięstwo jest warte 25 punktów, zatem niezależnie od wyników rozgrywanej za tydzień Grand Prix Węgier kierowca Ferrari utrzyma prowadzenie przez trwającą niemal cały sierpień wakacyjną przerwę.

Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?