Pogoda nie była w tym roku łaskawa dla kibiców żużla. Przedłużająca się zima nie pozwoliła rozegrać dwóch pierwszych kolejek, kluby przygotowywały się do sezonu za granicą, jeszcze w niedzielę nie odbędzie się przynajmniej jeden mecz: mistrza Polski Unii Tarnów z FOGO Unią Leszno. Ale reszta spotkań wydaje się niezagrożona.
Kto wie, czy nie będzie to najciekawszy sezon od lat. Zmienił się regulamin: spadną aż trzy zespoły, awansuje tylko jeden, liga w przyszłym roku znów będzie liczyć osiem drużyn. To zapowiada jeszcze bardziej zaciętą walkę. Ze względów bezpieczeństwa przywrócono próbę toru – pół godziny przed meczem po dwóch zawodników będzie mogło podczas przejazdu i spaceru sprawdzić stan nawierzchni. Wprowadzono też stanowisko komisarza toru. Zrezygnowano z zapisu o możliwości startu w każdym zespole tylko jednego uczestnika cyklu Grand Prix, ale każdy musi mieć w składzie przynajmniej czterech Polaków, w tym dwóch juniorów.
Kluby nie przespały zimy, nie brakowało interesujących transferów. Pracodawców zmienili Jarosław Hampel i Tomasz Gollob, dwaj najlepsi zawodnicy inaugurującego sezon Grand Prix Nowej Zelandii. Pierwszy po sześciu latach spędzonych w Unii Leszno przeszedł do Falubazu Zielona Góra, drugi zamienił Stal Gorzów na Unibax Toruń.
Marma Rzeszów lukę po Australijczyku Jasonie Crumpie, który zdecydował się zakończyć karierę, wypełniła innym byłym mistrzem świata Nickim Pedersenem. Duńczyk wraca do Rzeszowa po sześciu latach. Amerykanin Greg Hancock opuścił mistrzów z Tarnowa, przeniósł się do Polonii Bydgoszcz, która z kolei nie potrafiła zatrzymać Emila Sajfutdinowa. Rosjanin podpisał kontrakt z Włókniarzem Częstochowa i już w niedzielę będzie walczył o punkty z byłymi kolegami.
Unii może być ciężko obronić tytuł, „Jaskółki" miały kłopoty finansowe i organizacyjne. Trener Marek Cieślak musiał namawiać zawodników do pozostania w klubie. Pod nieobecność Hancocka liderem drużyny powinien być Janusz Kołodziej, którego celem jest powrót do cyklu Grand Prix.