Przez ostatnie trzy tygodnie kierowcy odpoczywali, natomiast projektanci toczyli korespondencyjną walkę, której efekty poznamy w najbliższy weekend.
Zespoły są już bogatsze o doświadczenia z pierwszych czterech wyścigów w Australii i Azji, początek europejskiej fazy sezonu jest tradycyjnie traktowany jako nowe otwarcie. Wiadomo już, kto liczy się w walce o najwyższe pozycje, a kto musi nadrabiać straty.
W tej pierwszej grupie znaleźli się mistrzowie świata z Red Bulla, naciskani przez Lotusa i Ferrari. Mercedes z nową gwiazdą Lewisem Hamiltonem prezentował świetne tempo w kwalifikacjach, ale szybsze zużycie opon skutecznie utrudniło walkę o pierwsze w tym roku zwycięstwo.
Początek sezonu obnażył słabości takich ekip jak McLaren, Williams czy Sauber. Te zespoły liczą, że przywiezione do Barcelony nowe części pomogą zmazać niekorzystne wspomnienia. Nadrabianie strat nie jest jednak łatwe, bo czołówka także nie śpi. Sprawdzanie nowych elementów, jak skrzydła, podłoga czy inne aerodynamiczne części, jest oczywiście utrudnione za sprawą zakazu testowania na torach. Dlatego piątkowe treningi w Barcelonie będą miały szczególnie duże znaczenie.
Poza przygotowaniami do kwalifikacji i wyścigu zespoły będą też sprawdzać przygotowane w fabryce poprawki. Narzędzia symulacyjne czy dopuszczone regulaminem testy na prostych odcinkach toru lub lotniskach (kilka zespołów skorzystało z takiej możliwości w ostatnich tygodniach) nie zawsze pozwalają na dokładną ocenę przydatności nowych elementów. Z takimi problemami zmagało się w ostatnich latach Ferrari, a w tym roku McLaren.