Kibice Falubazu i Apatora Toruń (który obecną nazwę zawdzięcza sponsorowi) nigdy nie darzyli się szczególną sympatią. We wrześniu zeszłego roku Unibax dolał jeszcze oliwy do ognia. Władze toruńskiego klubu zdecydowały tuż przed rewanżem finału, że ich zespół nie pojedzie w tym meczu. Żużlowcy Unibaksu spakowali rzeczy i wrócili na Motoarenę.
Falubazowi został mistrzem Polski po walkowerze, a zielonogórska publiczność była wściekła. Przez decyzję kilku ludzi widzowie nie mogli zobaczyć najważniejszych wyścigów w sezonie. Unibax ukarano milionem złotych grzywny oraz odjęciem ośmiu punktów w sezonie 2014. A menadżera toruńskiego zespołu, Sławomira Kryjoma, zawieszono na dwa lata i odebrano wszystkie licencje żużlowe.
I na tym historia haniebnego finału powinna się zakończyć. Ale Falubaz nie mógł się powstrzymać i postanowił, że jeszcze on musi dać rywalom prztyczka w nos.
Zakaz wstępu na niedzielne spotkanie podwyższonego ryzyka na stadionie przy ulicy Wrocławskiej zakaz wstępu ma Sławomir Kryjom, który został uznany głównym winnym wrześniowego zamieszania, a poza tym ma zakaz przebywania w parku maszyn. Ta decyzja władz Falubazu jeszcze jakoś może się obronić.
Ale już o groteskę ociera się postanowienie zielonogórskiego klubu o przyznaniu zakazu radzie nadzorczej Unibaksu. Prezes Mateusz Kurzawski, właściciel zespołu Roman Karkosik, a także Ryszard Karkosik, Jakub Nadachewicz, Monika Urbaczewska i Jarosław Lewandowski – zdaniem prezesa Falubazu Marka Jankowskiego obecność tych osób na trybunach będzie stwarzała zagrożenie dla bezpieczeństwa imprezy masowej.