– Musiałbym chyba coś palić, żeby pomyśleć, iż mogę wygrać – żartował przed wyścigiem Hamilton. Biorąc pod uwagę szybkość mercedesa, mógł jednak śmiało liczyć na finisz na podium i co najwyżej mieć nadzieję, że jego zespołowego partnera ponownie dosięgnie pech. Nic jednak nie było w stanie popsuć szczęśliwej serii niemieckiego kierowcy. Rosberg spokojnie prowadził od startu do mety, a brak emocji w walce o zwycięstwo wynagrodziły kibicom wydarzenia na dalszych pozycjach.
Zaczęło się już w pierwszym zakręcie, gdzie zderzyli się startujący z trzeciego i czwartego pola Felipe Massa i Kevin Magnussen. Biały williams Brazylijczyka przekoziołkował po wyasfaltowanym poboczu, krzesząc iskry spod pałąka chroniącego głowę kierowcy.
Massie nic się nie stało i po kraksie nie szczędził gorzkich słów pod adresem rywala, który zdołał kontynuować jazdę i nawet zajął dziewiąte, punktowane, miejsce. – Byłem przed nim i jeśli ktoś ma uważać, to zawsze jest to kierowca z tyłu. Z reguły kolizje powodują debiutanci – zżymał się weteran wyścigowych torów, który po raz drugi z rzędu zakończył jazdę już na pierwszym okrążeniu po kraksie spowodowanej przez innego kierowcę.
Sędziowie uznali jednak, że żółtodziób Magnussen był w tym przypadku niewinny, a cały incydent był tylko pechowym zbiegiem okoliczności.
Hamilton jak szalony przebijał się do przodu; wraz z nim straty nadrabiał też Daniel Ricciardo z Red Bulla, który po starcie musiał poboczem omijać koziołkujące auto Massy i stracił na tym ponad dziesięć pozycji. Obaj popisywali się widowiskowymi manewrami na granicy ryzyka i szybko włączyli do walki o wysokie, punktowane miejsca.
Z przodu uciekający Rosberg i pilnujący drugiej lokaty Valtteri Bottas z Williamsa spokojnie kontrolowali przebieg wyścigu, ale za nimi zażarty bój toczyli starzy wrogowie: Sebastian Vettel i Fernando Alonso. W środkowej fazie wyścigu to Hiszpan był górą, lecz ostatecznie przegrał z obrońcą mistrzowskiego tytułu. W końcówce Alonso odebrał jeszcze piątą lokatę drugiemu kierowcy Red Bulla Danielowi Ricciardo, który mimo porażki i pecha z pierwszego okrążenia, prezentował na mecie swój tradycyjny szeroki uśmiech. – To był jeden z najlepszych wyścigów w mojej karierze – cieszył się Ricciardo, który utrzymał trzecią pozycję w punktacji sezonu. – Uwielbiam walczyć, a z kim lepiej się pojedynkować niż z Alonso?