Duża frekwencja w turnieju to powód do radości, ale też problem logistyczny, jak zapanować nad sporym tłumkiem grających, którzy, obyczajem większości amatorów na świecie – grają w tempie dyktowanym raczej przez nastrój i upodobanie, nie tylko przez reguły golfa.
Efekt jest znany – korki i spóźnienia. Pierwszy dzień World Golfers Championship też spóźnień nie uniknął, bywało, że na jednym fairway'u utknęły trzy grupy graczy, ale trzeba przyznać, wspólny wysiłek grających i sędziów oraz przychylność aury spowodowały, że runda zakończyła się w terminie. W piątek organizatorzy obiecali jeszcze większą aktywność sędziów na polu klubu w Binowie, więc powinno być jeszcze lepiej.
Dobrych wyników, zaczynających się od cyfry 6 było kilkanaście. Kto zagrał tak dobrze, może czuć się uczestnikiem rundy finałowej, choć, jak to w golfie, pewności jeszcze mieć nie może.
Wielkich sportowych dramatów nie było, jeśli nie liczyć jednej kontuzji, która kazała pechowemu golfiście zejść z pola na sześć dołków przed końcem rundy. Pozostali, w liczbie 192 – dali radę.
Czasem się denerwowali, czasem pole wygrywało z ambicjami grających, ale takich obrazków, jak rzucanie pechową piłką w siną dal, próba łamania winnego, czyli kija oraz utyskiwanie na los, wiatr, trawę, słońce, chmury oraz owady – zdarzały się rzadko. Druga runda znów od 7. rano, jeszcze w pełnym składzie, jeszcze niemal we wszystkich tli się nadzieja na wielki finał światowy w Durbanie.
W piątek niektórych czeka jeszcze jedno ważne wydarzenie: po dwóch rundach kończy się Diners Club Trophy, turniej kwalifikujący najlepszych do wyjazdu na finał światowy do Abu Dhabi. W tych rozgrywkach są cztery miejsca dla Polaków: dla najlepszego w klasyfikacji netto, najlepszego w klasyfikacji brutto, zaproszonego zawodowca (ten przywilej otrzymał już Maksymilian Sałuda) oraz mistrza w klasyfikacji Celebrities.
Silnej dziewiątce golfistów w tej ostatniej kategorii przewodzi po pierwszej rundzie Mikołaj Grabowski (74 uderzenia netto) przed Mariuszem Czerkawskim (76) i Mateuszem Ligockim (77). Kolejne miejsca zajmują: Mateusz Kusznierewicz, Piotr Gąsowski i Michał Ligocki (wszyscy po 80) oraz Robert Rozmus (90), Tadeusz Drozda (91) i Krzysztof Materna (93). Takie trójki wyjdą piątek w pole grać o różne cele: jedni wciąż o wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, inni o to, by nie zająć ostatniego miejsca, co też ma znaczenie.
Golf w ich wersji nieco się różni od czystego amatorstwa, bo wszyscy wymienieni są przecież świetnie obeznani z publicznością, kamerami i mikrofonami. Są też, mimo twardych sportowej ambicji, doskonałymi ambasadorami golfowej kultury. – Gram takim samym driverem jak Rory McIlroy – rzekł skromnie Mateusz Kusznierewicz po zasłużonych pochwałach wyjątkowo udanego strzału. – Myślałem, że to Rory mówi, że gra takim samym driverem jak ty – zauważył Krzysztof Materna.
I tak od dołka do dołka, od pochwały do pochwały, od rana do zmroku, turniej, w każdej kategorii, idzie dalej.
Binowo Park Golf Club. World Golfers Championship 2014 — finał polski
. Po pierwszym dniu (strokeplay netto):
Kategoria HCP 0-5
1. Tomasz Stankiewicz 73
2. Adrian Kaczała 75
3. Mariusz Czerkawski 76
3. Michał Poniż 76
Kategoria HCP 6-10
1. Tomasz Mach 66
2. Marek Góra 68
3. Wiesław Smalarz 70
3. Michał Krawczyk 70
3. Dariusz Koss 70
Kategoria HCP 11-15
1. Robert Majchrzak 66
2. Janusz Wiśniewski 68
3. Leszek Fibakiewicz 69
Kategoria HCP 16-20
1. Mirosław Stankiewicz 66
2. Tomasz Stefanowicz 66
3. Paweł Purgal 70
Kategoria HCP 21-25
1. Aneta Zatwarnicka 64
2. Grzegorz Łuczak 65
2. Mateusz Papużyński 65
Kategoria HCP 26-36
1. Marek Józefiak 68
1. Tomasz Kisiel 68
3. Krzysztof Pietras 69