Wreszcie wypełniony stadion, kibice Legii dopingujący swoją drużynę po raz pierwszy od ponad roku, wiele bardzo ładnych akcji, piłkarze zaangażowani w grę przez 90 minut – tak wyglądał mecz Legii z Wisłą.
Legioniści z dwoma nieobliczalnymi napastnikami – Takesure Chinyamą i Bartłomiejem Grzelakiem. Wisła z jednym, ale najlepszym strzelcem ligi – Pawłem Brożkiem. Walka toczyła się na całym boisku, najczęściej i najbardziej zaciekle walczono w środku boiska.
W pierwszej połowie bardzo dobrze grał Radosław Sobolewski, który był lepszy od Rogera, odbierał mu piłkę i czasami ochotę do gry. Od Sobolewskiego zaczynały się groźne akcje Wisły i po jego podaniu pierwszy raz zza pola karnego strzelił Mauro Cantoro. Bramkarz Legii Jan Mucha wypuścił piłkę, a Paweł Brożek nie zdążył jej podbić. W następnych minutach takich sytuacji po obydwu stronach było sporo.
Legia atakowała głównie prawą stroną, skąd pod bramkę piłkę podawał najczęściej Miroslav Radović. Ale zwykle kończyło się to tak samo – bardzo pewny wczoraj Mariusz Pawełek wyłapywał piłkę i po takich dośrodkowaniach, i po rzutach rożnych. Raz, po czterdziestometrowym podaniu z lewej strony Jakuba Wawrzyniaka Chinyama, atakowany przez Clebera, nie trafił w bramkę.
W 24 minucie Maciej Iwański, wykonywał rzut rożny. Grzelak strzelał głową, piłka trafiła na nogę Dicksona Choto, ale jego strzał z niecałych dwóch metrów Pawełek obronił w wyjątkowy sposób.
[srodtytul]Dwa gole w cztery minuty[/srodtytul]
Dziesięć minut później krakowianie objęli prowadzenie po znakomitym podaniu Czecha Tomasa Jirsaka nad głowami obrońców. Stoper Legii Inaki Astiz nie widział jak za jego plecami Paweł Brożek przejmuje piłkę i z kilku metrów kopie ją do siatki. Mucha był bez szans – winę ponosi obrona Legii a zasługa Brożka jest bezsporna. On w takich sytuacjach rzadko się myli.
Po kolejnych czterech minutach było już 1:1. Iwański po przebiegnięciu kilkunastu metrów został sfaulowany ok. 30 metrów od bramki. Podał z tego miejsca do Grzelaka, który w polu karnym wygrał walkę wręcz z Cleberem. Takie akcje w wykonaniu polskich napastników rzadko się ogląda. Twarda, czysta walka, zakończona strzałem, na który Cleber nie powinien pozwolić.
[srodtytul]Mucha jak w transie[/srodtytul]
Druga połowa była jeszcze bardziej zacięta. Legioniści grali lepiej, ale mieli też więcej szczęścia. Kiedy po ładnej akcji Wawrzyniaka z Grzelakiem Chinyama strzelił drugiego gola, do końca meczu pozostawało jeszcze 25 minut.
Gospodarze nie zamierzali poprzestawać na dwóch bramkach, goście nie zamierzali się poddać. I to oni mieli więcej okazji, ale trafili na rozgrywającego mecz życia bramkarza Jana Muchę.
Słowak obronił bardzo groźny strzał Pawła Brożka głową, i podobny strzał oraz dobitkę Andrzeja Niedzielana z dwóch metrów.
Po jednym ze strzałów Brożka Mucha wybił nogami piłkę, która trafiła w słupek i przeleciała wzdłuż bramki. W ostatniej sekundzie doliczonego czasu jeszcze raz obronił mocny strzał Brożka. Król strzelców rozegrał bardzo dobry mecz, ale może mówić o wyjątkowym pechu.
Legia także atakowała, ale jej akcje kończyły się zwykle w okolicach pola karnego. Kilkakrotnie piłka przelatywała obok słupków a groźny strzał Rogera obronił Pawełek.
Był to najlepszy i najbardziej emocjonujący mecz, jaki w tym sezonie rozegrano na polskich boiskach. O ile zwykle obok piłkarzy wyróżniających się wymienia się też nazwiska słabych, to tym razem takich nie było.