Nie sprawdziły się więc doniesienia angielskich i hiszpańskich mediów o tym, że przepustki do Ligi Mistrzów i Ligi Europy mogą zostać przydzielone na podstawie rankingu UEFA, obejmującego wyniki w pucharach z ostatnich pięciu lat. Nie będzie też żadnych dzikich kart.
Gdyby dziś trzeba było zakończyć sezon, w LM zabrakłoby m.in. ubiegłorocznego finalisty Tottenhamu oraz Arsenalu, Atletico Madryt czy Napoli. Polskę w eliminacjach do Champions League reprezentowałaby Legia Warszawa, a w Lidze Europy – Piast Gliwice i Cracovia.
Ligi, które wznowią sezon w czerwcu, muszą zakończyć się do 3 sierpnia. Te, które w czerwcu nie ruszą, mogłyby kontynuować grę także w sierpniu, równolegle z europejskimi pucharami.
UEFA będzie wówczas sugerować wyłonienie pucharowiczów i spadkowiczów poprzez baraże. Nie zamierza jednak grozić karami (wcześniej ostrzegała Belgów, którzy nie chcieli powrotu na boiska). Krajowe federacje muszą przedstawić swoje plany do 27 maja. Wtedy to odbędzie się kolejna wideokonferencja.
UEFA zgodziła się już teraz wypłacić prawie 70 mln euro 676 klubom ze wszystkich 55 federacji, których piłkarze brali udział w kwalifikacjach Euro 2020. Resztę kwoty (blisko 3 mln) przeleje po barażach przeniesionych na jesień.
Na lipiec 2022 roku przełożono mistrzostwa Europy kobiet w Anglii, tak by nie kolidowały z męskim Euro.
– Chcieliśmy, by były najważniejszym turniejem lata – tłumaczy szef UEFA Aleksander Ceferin.
Szansę na wyjazd do Anglii ma reprezentacja Polski, prowadząca w swojej grupie eliminacyjnej bez straty gola.
