Reklama

Braga osłabiona przed meczem z Lechem

Lech Poznań spotka się w czwartek ze Sportingiem Braga w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Eurepejskiej. Portugalczycy nie przypominają już drużyny z jesieni
Nicolas Otamendi z Porto cieszy się z bramki strzelonej Bradzw w lidze portugalskiej

Nicolas Otamendi z Porto cieszy się z bramki strzelonej Bradzw w lidze portugalskiej

Foto: AFP

Lech jesienią awansował z grupy, której nie powstydziłaby się Liga Mistrzów – z Juventusem i Manchesterem City. Kiedy teraz los był łaskawszy i w 1/16 finału zesłał przeciętny portugalski zespół, w Poznaniu nie poszli za ciosem.

Podobno sukcesem klubu jest to, że nie skorzystał z ofert, jakie dostali jego piłkarze. Ile prawdy było w zainteresowaniu wielkich klubów Artjomsem Rudnevsem, Manuelem Arboledą czy Semirem Stiliciem, nie wiadomo. Z zespołu odszedł tylko Sławomir Peszko, bo wykupił swój kontrakt i podpisał umowę z FC Koeln. Rozczarowującego Joela Tshibambę zastąpił kompromitujący się w Cracovii Bartosz Ślusarski. Po dwóch latach do Poznania wrócił Rafał Murawski i na pewno byłby wielkim wzmocnieniem, gdyby nie to, że w LE nie może wystąpić, bo jesienią grał w Lidze Mistrzów z Rubinem Kazań.

Sporting, który w ubiegłym sezonie był rewelacją ligi portugalskiej i wywalczył wicemistrzostwo, a w Lidze Mistrzów ostatniej jesieni pokonał nawet Arsenal, teraz wrócił do codzienności. W tabeli jest szósty, ale do pierwszego Porto traci 29 punktów, z 19 spotkań przegrał aż osiem. W niedzielę – właśnie z Porto 0:2, tracąc do tego dwóch piłkarzy przez kontuzje: Paulao i Vandinho.

Te dwa anonimowe nazwiska to wizytówka rywala Lecha. Kiedy jesienią grał w Lidze Mistrzów, był atrakcyjnym miejscem pracy dla lepszych, bo mógł dać promocję jeszcze wyżej. Teraz wątpliwe jest nawet miejsce gwarantujące europejskie puchary w kolejnym sezonie, najlepsi zwinęli żagle, a formę Sportingu portugalskie media nazywają katastrofą. Po meczu z Porto trener Domingos prosił, by nie wyciągać pochopnych wniosków i nie skazywać jego drużyny na porażkę w meczu z Lechem. – Takich błędów już nie powtórzymy – mówił.

W styczniu z Bragi odszedł najlepszy strzelec drużyny Matheus, któremu w czerwcu kończył się kontrakt. Za milion euro trafił do Dnipro Dnietropietrowsk. Sprzedani zostali także albo wrócili do klubów, z których byli wypożyczeni, Felipe, Moises, Aguiar, Leo Fortunato i Elton – znany kibicom z gry w Legii Warszawa, a policjantom z nocnych rajdów na podwójnym gazie po Ursynowie.

Reklama
Reklama

Domingos nie miał wiele do powiedzenia, lepi z tego, co zostało. Braga od ośmiu lat, gdy z trudem podniosła się z kłopotów finansowych, funkcjonuje na tych samych zasadach: bierze tanio, promuje i sprzedaje. Z tych, których klub kupił tej zimy, do Ligi Europejskiej zgłosił tylko jednego – obrońcę Kakę wypożyczonego z Herthy Berlin. Pozostali muszą się jeszcze uczyć.

Lecha i Sporting łączą jeszcze problemy ze stadionami. W Bradze wykuto go w skale, miasto spłaca kredyt już siedem lat, będzie spłacać jeszcze 18. Przez większość roku obiekt stoi pusty. Stadion w Poznaniu ma być areną Euro 2012, a pół roku po otwarciu UEFA kwestionuje jego bezpieczeństwo. Wczoraj Lech odwołał się od decyzji ograniczającej o połowę pojemność trybun na mecz z Bragą. Wielu argumentów nie miał, raczej prosił o wyrozumiałość.

Obiekt za 713 mln zł odważniejsi nazywają już fuszerką. Decyzja UEFA dziś w południe.

[srodtytul]Dziennikarze "Rz" o europejskich pucharach:[/srodtytul]

Piłka nożna
Wojna USA i Izraela z Iranem komplikuje organizację mundialu w USA
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Piłka nożna
Tyle zapłacimy za bilety na mecz Polska-Albania. Sprzedaż już ruszyła
Piłka nożna
Awantura wokół meczu Śląsk Wrocław – Wisła Kraków. Będzie obustronny walkower?
Piłka nożna
Barcelona była blisko odwrócenia losów półfinału Pucharu Króla
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama