Reklama
Reklama

Błaszczykowski: jesteśmy zażenowani

Jakub Błaszczykowski, kapitan reprezentacji Polski, o przyszłości drużyny, rozgoryczeniu i nowej umowie z Borussią.
Jakub Błaszczykowski

Jakub Błaszczykowski

Foto: AFP

Da się wierzyć w mundial po takim meczu?

Jakub Błaszczykowski:

Trzeba wierzyć i walczyć do końca. Życie mnie doświadczyło i wiem, że nie wolno tracić nadziei, nawet kiedy jest jej tylko cień. Po remisie z Mołdawią jesteśmy właśnie w takiej sytuacji, to nie moment na jakieś piękne deklaracje. Wynik odebrał nam do nich prawo.

Reklama
Reklama

Wierzy pan w tę drużynę czy trzeba znowu wszystko budować od początku?

Nie możemy popadać w skrajności. Mamy młody zespół, nowi zawodnicy wnoszą dużo ciekawego. Kiedyś wszystko się dotrze, a przecież każdy następny mecz jest najważniejszy. Moim zdaniem jest postęp, a w Kiszyniowie mieliśmy wielkiego pecha.

Pierwsza myśl po ostatnim gwizdku?

Rozgoryczenie, żal, niedowierzanie. W pierwszej połowie mieliśmy mnóstwo sytuacji, mieliśmy wszystko pod kontrolą, wydawało się niemożliwe, że nie wygramy. Straciliśmy bramkę po błędzie, raz się zawahaliśmy i ten jeden moment zmienił całe spotkanie. W szatni w przerwie czuliśmy, że jest dobrze, a drugie 45 minut pozwoli nam udowodnić, że jesteśmy lepsi. Niestety, druga połowa wyglądała już inaczej. Mołdawia z każdą minutą robiła się coraz pewniejsza siebie, nasi rywale uwierzyli, że są w stanie zremisować i naprawdę ciężko było coś zrobić. Jeden gol kosztował nas dwa punkty i przymknął drzwi do mundialu.

Trzeba wygrać cztery mecze, trzeba wierzyć. Ale wiem, że teraz to brzmi raczej śmiesznie

Reklama
Reklama

Myśli pan, że to był mecz o posadę trenera?

Chcieliśmy wygrać, to było najważniejsze, nikt w takich momentach się nie zastanawia, co z trenerem. Atmosfera jest przygnębiająca, w szatni była cisza. Przecież gdybyśmy strzelili bramkę na 2:0 po kwadransie gry, mielibyśmy spokój do końca, nie pozwolilibyśmy sobie wydrzeć zwycięstwa. Jesteśmy zażenowani tym, jak to się skończyło.

Byliście zmęczeni sezonem?

W drugiej połowie trochę brakowało sił, ale to nie przez sezon. Po prostu daliśmy z siebie wszystko od pierwszego gwizdka. To nieprawda, że na mecz z Mołdawią ciężko było się zmobilizować po tym, jak dwa tygodnie wcześniej grało się w finale Ligi Mistrzów. Po meczu w Kiszyniowie można mieć dużo uwag do wyniku, ale przecież nie do zaangażowania. Chcieliśmy zmazać plamę, wszyscy piłkarze dali z siebie maksimum, tak żeby urlop spędzić w dobrym nastroju. Najbliższy mecz gramy z Czarnogórą; żeby w ogóle myśleć o Brazylii, trzeba wygrać cztery ostatnie spotkania, także z Ukrainą i Anglią na wyjazdach. Wiem, że teraz to brzmi śmiesznie.

Reklama
Reklama

Przedłużył pan kontrakt z Borussią do 2018 roku. Były inne oferty?

Od dłuższego czasu się pojawiały, ale wolałem zatrzymać to dla siebie. Rozważałem wszystkie bardzo poważnie, zgłaszały się kluby z Anglii, Hiszpanii, Włoch, ale musiałem sam siebie zapytać, gdzie mogę odejść z tak wielkiej drużyny jak Borussia, żeby poczuć, że robię krok do przodu. Dortmund zaoferował mi bardzo długą umowę, pokazał, że mnie szanuje i wiąże ze mną plany na przyszłość. Kiedy nowy kontrakt upłynie, będę w Borussii 10 lat, takie rzeczy we współczesnym futbolu zdarzają się bardzo rzadko.

—Rozmawiał w Kiszyniowie Michał Kołodziejczyk

Piłka nożna
Robert Lewandowski przed barażami o mundial. „Mamy dwa finały. Wierzę, że awansujemy”
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Piłka nożna
Był nadzieją polskiej piłki, podniósł się po ciężkich kontuzjach. Czy Jakub Moder zbawi kadrę?
Piłka nożna
Ekstraklasa. Hit w Warszawie na remis, Legia dalej balansuje na krawędzi utrzymania
Piłka nożna
Czas na baraże. Czy Robert Lewandowski zagra jeszcze na mundialu?
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama