Wszyscy kochamy takie historie. Broniący tytułu faworyt, z mundialowym strzelcem wszech czasów na czele, gra z absolutnym debiutantem, z kraju liczącego ledwie pół miliona mieszkańców. I ma niespodziewanie duże kłopoty.
Republika Zielonego Przylądka, podobnie jak Argentyna, na tym mundialu nie poniosła wcześniej porażki. Nie pozwoliła wbić sobie gola nawet Hiszpanom, a 40-letni bramkarz Vozinha wyrósł na bohatera narodowego. To na nim opierała się głównie wiara rodaków w sprawienie sensacji i zatrzymanie przede wszystkim Messiego.
Mundial. Leo Messi śrubuje rekord wszech czasów
Messi grał u siebie, w Miami. I choć jego Inter korzysta na co dzień z innego stadionu, to i tak można było powiedzieć, że Argentyńczyk przyjechał do domu. Przybyły dla niego tłumy kibiców. Jedna z najbardziej widocznych i najgłośniejszych grup podczas tych mistrzostw opanowała miasto i trybuny.
– Jest Michaelem Jordanem piłki nożnej. Nie można go porównywać z nikim innym – stwierdził niedawno Xavi w rozmowie z The Athletic, a selekcjoner Argentyńczyków Lionel Scaloni przekonywał, że Messi nie myśli o rekordach. – Mógł rozegrać pełen mecz przeciw Jordanii, ale chciał, by szansę dostali też jego koledzy. To była jego decyzja.
Wypoczęty Messi, już wychodząc na boisko w Miami, wyśrubował kolejny rekord. Został pierwszym piłkarzem, który zanotował 30 występów na mundialu. Niecałe pół godziny później miał już 20. gola w klasyfikacji wszech czasów. W pole karne świetnie zagrał mu Lisandro Martinez, Messi urwał się obrońcom, przyjął piłkę i pokonał bezradnego Vozinhę.
Kontynuował tym samym swoją znakomitą passę. Trafił w ósmym spotkaniu z rzędu na mistrzostwach świata, w USA uzbierał już siedem bramek, tyle samo co cztery lata temu w Katarze, ale Scaloni oddalał obawy dotyczące uzależnienia drużyny od swojego lidera.
Republika Zielonego Przylądka bliska sprawienia sensacji
– Przeciwnicy się zmieniają, ale trudności pozostają. Każdy zespół niesie ze sobą inne wyzwania – podkreślał przed meczem selekcjoner Republiki Zielonego Przylądka Bubista, dodając, że nie przygotował planu anty-Messi, bo groźna jest cała Argentyna.
Argentyńczycy obiecywali, że nie zlekceważą rywala, ale popełnili inny grzech. Zamiast pójść za ciosem, zadowolili się skromnym prowadzeniem, grali bardzo wolno i oszczędnie i to się na nich zemściło. Kabowerdeńczycy zdołali po godzinie wyrównać, a szczęśliwym strzelcem został Deroy Duarte, pomocnik Łudogorca Razgrad, dla którego było to dopiero pierwsze trafienie w reprezentacji.
Od 1938 r. nie zdarzyło się, by mundialowy debiutant strzelił w fazie pucharowej gola obrońcom trofeum. Zaskoczonej Argentynie zaczęło się spieszyć, chciała za wszelką cenę uniknąć dogrywki, ale Vozinha wyprawiał w bramce cuda. Najpierw powstrzymał szarżującego w polu karnym Messiego, a potem obronił jego uderzenie z rzutu wolnego.
Czas płynął, pachniało sensacyjną dogrywką, bo wszystkie ataki mistrzów świata rozbijały się o defensywę Kabowerdeńczyków. W doliczonym czasie Messi znów podszedł do rzutu wolnego, strzelił po ziemi, Vozinha wypuścił piłkę przed siebie, ale żaden z Argentyńczyków nie skorzystał z prezentu.
Argentyńczycy objęli ponownie prowadzenie na początku dogrywki, gdy po rozegraniu rzutu rożnego piłkę pod poprzeczką zmieścił Lisandro Martinez. Ten, kto pomyślał, że to już koniec emocji, wkrótce przecierał oczy ze zdumienia, gdy strzał życia oddał Sidny Lopes Cabral. Obrońca Trabzonsporu posłał piłkę w samo okienko, kto wie, czy nie będzie to najpiękniejszy gol mundialu.
Mistrzom świata zaczął się palić grunt pod nogami. Messi był coraz bardziej zdenerwowany. Wziął sprawy w swoje ręce, bo to po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił głową Cristian Romero. Piłka wpadła do siatki jeszcze po ręce Dineya Borgesa i to jemu ostatecznie zaliczono bramkę samobójczą. Cała Argentyna odetchnęła z ulgą. Kabowerdeńczycy mogli jeszcze wyrównać, ale Emiliano Martinez obronił kolejny strzał Cabrala.
– Nie rozumiem, co się stało, ale najważniejsze, że awansowaliśmy – opowiadał trener mistrzów świata. Po wyklarowaniu się turniejowej drabinki wydawało się, że Argentyna wjechała na autostradę do finału. Przed 1/8 finału, w której spotka się z Egiptem (już nie debiutantem, ale rywalem, który po raz pierwszy gra w fazie pucharowej), powinna odrobić lekcję i wyciągnąć wnioski.