Kibice lubią wystawiać jednoznaczne oceny: sędzia był świetny albo słaby. Co można powiedzieć o pracy Szymona Marciniaka i jego asystentów w meczu Realu z Bayernem?
Trudno jest w tym przypadku wystawić jednoznaczną ocenę. Przez większą część spotkania widać było ogromną klasę Szymona, pewność podejmowanych szybko decyzji i jednocześnie pewność siebie, wyrażającą się w mowie ciała. Końcówka meczu trochę ten obraz zmieniła.
Czemu w drugiej połowie doszło do tak wielu nerwowych sytuacji?
Zaczęło się od anulowania przez VAR gola dla Realu Madryt. Zawodnik Bayernu został pchnięty przy rzucie rożnym i prawdziwym skandalem byłoby, gdyby ten gol został uznany. Na szczęście zespół na wozie VAR zareagował prawidłowo. Później, w dość prostej do oceny sytuacji, asystent Adam Kupsik pokazał spalonego, chociaż Joselu nabiegał zza linii piłki. To był największy błąd meczu. Od tego momentu posypała się atmosfera, a drużyny zobaczyły, że sędziowie nie są tego wieczoru nieomylni i zaczęły się problemy.
Czytaj więcej
Real Madryt znów na naszych oczach tworzy historię Ligi Mistrzów! Tym razem w niesamowitych okolicznościach wyeliminował Bayern, choć tuż przed koń...
Nie można piłkarzom pokazać momentu zawahania, braku zdecydowania, bo wejdą na głowę?
Nie mam do nich pretensji, bo to trochę jak jazda samochodem z niepewnym kierowcą. Kiedy wykonuje dziwne manewry, to pasażerowie zaczynają mu podpowiadać, łapać za kierownicę, albo nerwowo sprawdzać, czy pasy są dobrze zapięte. Podobnie jest na boisku piłkarskim. Atmosfera się zagęściła.
Dla kogoś, kto prowadził finał Ligi Mistrzów i mundialu, mecz półfinałowy nie powinien chyba stanowić wielkiej trudności?
Nie zgadzam się z tym. Mecze półfinałowe bywają trudniejsze niż sam finał. Często spotykają się tutaj dwie wielkie drużyny, dla których odpadnięcie na tym etapie, na ostatniej prostej, jest bardzo trudne do przełknięcia. Jeśli wejdą do finału, to znaczna część presji z piłkarzy spada, bo zadanie prawie wykonali i może być już tylko lepiej. O finalistach się mówi, o tych, którzy odpadli rundę wcześniej, szybko się zapomina. Dodatkowo, mecze półfinałowe, w odróżnieniu od finału nie są rozgrywane na neutralnym gruncie. Tutaj trybuny są za jedną z drużyn, co też wpływa na atmosferę.
Kiedy kierowca wykonuje dziwne manewry, to pasażerowie zaczynają mu podpowiadać, łapać za kierownicę albo nerwowo sprawdzać, czy pasy są dobrze zapięte. Podobnie jest z sędzią na boisku piłkarskim
Najwięcej kontrowersji wywołało przerwanie ostatniej akcji, która mogła dać Bayernowi wyrównanie i dogrywkę.
Nie przesądzam, czy był spalony w tej sytuacji, ale widocznie asystent Tomasz Listkiewicz był tak pewny siebie, że uniósł chorągiewkę. Obaj piłkarze Bayernu mogli być na spalonym, a co najmniej jeden z nich miał wpływ na przebieg akcji, bo zaatakował obrońcę Realu. Polscy sędziowie powinni byli pozwolić dokończyć akcję. Może padłby tam gol, a może nie, bo obrońcy z Madrytu się zatrzymali, po reakcji polskich arbitrów. Tak szybkie podniesienie chorągiewki i gwizdek to był błąd, bo wytyczne mówią „wait and see”. Przerwanie gry nie dało szansy sędziom VAR na analizę całej akcji. Na Santiago Bernabeu na pewno była odpowiednia technologia, żeby jednoznacznie rozstrzygnąć wątpliwości.
Zastanawiam się, jaki wpływ na pracę tej ekipy sędziowskiej ma odejście Pawła Sokolnickiego. Kiedy wyjmuje się z mechanizmu jeden dobry element, to nie może to pozostać bez wpływu na jego działanie
Gra się do gwizdka, więc Szymon Marciniak nie musiał tak szybko reagować?
Teoretycznie mógłby nie gwizdać od razu, ale w instrukcjach sędziowskich jest zapisane, że asystent podnosi chorągiewkę tylko, jeśli jest absolutnie pewny spalonego. Widocznie Szymon uznał, że Tomasz Listkiewicz jest na 200 proc. przekonany o swojej racji. Każdy w tej sytuacji dodał coś od siebie.
Czytaj więcej
Bayern Monachium nie zapomni tego Szymonowi Marciniakowi. W samej końcówce rewanżowego półfinałowego spotkania z Realem Madryt polski sędzia podjął...
I dziś dyskutuje o tym cała piłkarska Europa.
Cieszmy się, że mamy tak wybitnego arbitra jak Szymon Marciniak. Ten mecz przez większość czasu prowadził świetnie, ale w końcówce dał się ponieść emocjom. Zastanawiam się, jaki wpływ na pracę tej ekipy ma odejście Pawła Sokolnickiego. Kiedy wyjmuje się z mechanizmu jeden dobry element, to nie może to pozostać bez wpływu na jego działanie. Teraz Tomasz Listkiewicz przeszedł na pozycję asystenta numer 1 i ma za plecami ławki rezerwowych. Jeśli przez wiele lat tego nie robił, to musi się do tego przyzwyczaić. Można się zastanawiać czy Sokolnicki tak szybko podniósłby chorągiewkę w ostatniej akcji meczu. Jako trio byli świetni, ekstremalnie trudny finał mundialu poprowadzili bezbłędnie. Mecz w Madrycie był bardzo zacięty, prowadzony w szybkim tempie, towarzyszyła mu ogromna presja. To są ekstremalnie trudne wyzwania i niewielu sędziów dostępuje takich zaszczytów.