Polska - Holandia 0:2. Orły bez dziobów i pazurów

W meczu na Stadionie Narodowym Polacy nie tylko byli słabsi od Holendrów, ale nawet nie próbowali podjąć z nimi walki.

Publikacja: 22.09.2022 23:07

Polska - Holandia 0:2. Orły bez dziobów i pazurów

Foto: PGE Narodowy/ Darek Golik

Holendrzy tylko na początku meczu mieli pecha. Pomocnik Teun Koopmeiners tak nieszczęśliwie zderzył się z Karolem Linettym, że musiał opuścić boisko. Trudno powiedzieć jak Holandia grałaby z Koopmeinersem, ale i bez niego robiła to, co umie najlepiej. Bo gra zgodnie z wypracowanym systemem, w którym nagły brał jednego zawodnika niczego nie zmienia.

Przez całą pierwszą połowę można było odnieść wrażenie, że Holendrzy grają do przodu, a Polacy do tyłu, bo w środku boiska nikt im nie przeszkadza. Holendrzy budowali swoje akcje od obrony, skąd piłka za każdym razem trafiała do Frenkie de Jonga. A on odpowiednim podaniem uruchamiał partnerów na skrzydłach lub prostopadłym podaniem. W pierwszej połowie tylko raz stracił piłkę.

2 strzały

oddali Polacy w pierwszej połowie na bramkę Holendrów

Większość takich akcji powodowała w naszej drużynie ogłaszanie alarmu i można powiedzieć, że był to stan trwały. Akcja, po której Holandia zdobyła prowadzenie była jedną z najładniejszych, jakie rozegrano na tym stadionie. Kilka szybkich podań całkowicie rozmontowało polską obronę, Holendrzy dosłownie wjechali w nasze pole karne, bo strażnicy nie bardzo wiedzieli gdzie i kogo pilnować. Ta akcja była dla nich zbyt szybka. W jej efekcie Cody Gakpo kopnął piłkę do naszej bramki z najbliższej odległości.

Gry w żaden sposób to nie zmieniło. Holendrzy nadal trzymali piłkę, a Polacy nawet kiedy ją odebrali, nie bardzo wiedzieli co z nią zrobić. Byli bardzo dobrze pilnowani, Holendrzy przewidywali zarówno podania, jak i kierunki natarcia, jeśli nie jest słowo na wyrost.

W rezultacie w pierwszej części gry Polacy oddali na bramkę Remko Pasveera tylko dwa strzały. Piotr Zieliński strzelił słabo w środek, a Nicola Zalewski obok słupka. Przebieg meczu powinien odpowiadać Polakom, którym najlepiej wychodzi gra z kontry. Tyle, że nie przeprowadzili takiej akcji ani razu.

Udało się wreszcie w 53 minucie, kiedy prawym skrzydłem popędził Przemysław Frankowski. Dograł bardzo dokładnie do Arkadiusza Milika, który jednak z linii piątego metra kopnął piłkę wysoko ponad bramką.

Czytaj więcej

Węgrzy marzą o kolejnym meczu stulecia

Na boisku nie było już wtedy de Jonga. Trenera Louisa van Gaala stać był na oszczędzanie sił najlepszego zawodnika. Sposobu gry to nie zmieniło. Nie upłynął kwadrans, kiedy Steven Bergwijn wykończył akcje bardzo podobną do tej z pierwszej połowy. Znowu Holendrzy okazali się za szybcy i za dobrzy technicznie dla naszych obrońców, więc Szczęsnemu pozostało wyjęcie piłki z siatki.

Ciąg dalszy toczył się nadal według scenariusza napisanego przez Louisa van Gaala. Jego piłkarze bawili się grą, pieścili piłkę, a Polacy wyglądali przy nich jak kowale przy snycerzach. W czerwcu, w Amsterdamie Holendrzy też lepiej grali, jednak Polacy walką niwelowali różnice. Teraz nie. Grali, jakby im się nie chciało. Woleli patrzeć jak popisuje się przeciwnik.

Trudno nawet wystawiać indywidualne cenzurki. Nie było w naszej drużynie zawodnika, o którym moglibyśmy powiedzieć, że był zdecydowanie lepszy od partnerów. Ci, którzy zbierają dobre recenzje za występy w dobrych klubach dobrych lig, całkowicie rozczarowali. Skoro grają słabiej w reprezentacji, to może przydałby się trener, który odpowiednio by nimi pokierował, z pożytkiem dla tej reprezentacji.

Pewnie Robert Lewandowski też ma w tej sprawie jakieś przemyślenia. Nie pamiętam meczu na Stadionie Narodowym, w którym Lewandowski nie oddałby strzału na bramkę.

Liga Narodów
Polska - Holandia 0:2

Bramki: C. Gakpo (14), S. Bergwijn (59)
Polska: Szczęsny - Bednarek, Glik, Kiwior - Frankowski (79, Bereszyński), Krychowiak, Linetty (46, Milik), Zalewski 79, Skóraś) - Szymański (70, Klich), Zieliński (86, Łęgowski) - Lewandowski
Holandia: Pasveer - Timber, van Dijk, Ake - Dumfries, Koopmeiners (2, Berghuis, 75, Taylor), de Jong (46, de Roon), Blind - Gakpo - Berwijn (75, Weghorst), Depay (52, Janssen)
Sędzia: A. Hernandez (Hiszpania).
Widzów: 56 673.
Żółte kartki: N. Ake, C. Gakpo, W. Weghorst (Holandia)

Holendrzy tylko na początku meczu mieli pecha. Pomocnik Teun Koopmeiners tak nieszczęśliwie zderzył się z Karolem Linettym, że musiał opuścić boisko. Trudno powiedzieć jak Holandia grałaby z Koopmeinersem, ale i bez niego robiła to, co umie najlepiej. Bo gra zgodnie z wypracowanym systemem, w którym nagły brał jednego zawodnika niczego nie zmienia.

Przez całą pierwszą połowę można było odnieść wrażenie, że Holendrzy grają do przodu, a Polacy do tyłu, bo w środku boiska nikt im nie przeszkadza. Holendrzy budowali swoje akcje od obrony, skąd piłka za każdym razem trafiała do Frenkie de Jonga. A on odpowiednim podaniem uruchamiał partnerów na skrzydłach lub prostopadłym podaniem. W pierwszej połowie tylko raz stracił piłkę.

Pozostało 82% artykułu
Piłka nożna
Holstein Kiel zadebiutuje w piłkarskiej Bundeslidze
Piłka nożna
Ekstraklasa. Dlaczego Jagiellonia Białystok została mistrzem Polski?
Piłka nożna
PKO BP Ekstraklasa. Jagiellonia mistrzem Polski. Kto trzecim spadkowiczem?
Piłka nożna
Xavi zwolniony z Barcelony przed ostatnim meczem sezonu
Piłka nożna
FIFA reklamowała mistrzostwa świata grafiką z rosyjskim zawodnikiem. Wycofała się po protestach
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy