- Gramy u siebie, gramy u siebie - skandują poubierani w biało-czerwone barwy fani z Polski, którzy już zajęli miejsca w swoim sektorze.
Na ponad 50-tysięcznym obiekcie jest mało kibiców. Nikłym zainteresowaniem cieszą się pojedyncze stoiska z gadżetami dla widzów (czapeczki, szaliki, koszulki itd) oraz z ciepłym jedzeniem.
Kibice piłkarskiej reprezentacji Polski mieli kłopoty z dotarciem do Belgradu na mecz eliminacji ME z Serbią. Z powodu mgły, na lotnisku w stolicy Serbii nie lądują samoloty.
- Nasz samolot czarterowy, z grupą około 100 fanów, miał lecieć do Belgradu. Jednak widoczność wynosi tam zaledwie 150 m, co nie pozwala na lądowanie na lotnisku tej kategorii. Co prawda zawiniła pogoda, ale postanowiliśmy kibicom pomóc i zabieramy ich do jednego z warszawskich kin, gdzie obejrzą mecz - powiedział rzecznik prasowy linii lotniczej Centralwings.
Z kolei część Polaków, którym udało się dojechać, starła się z miejscowymi pseudokibicami. Kilka godzin przed meczem na ulicach Belgradu doszło do starcia polskich i miejscowych kibiców. Interweniowała policja, która szybko zaprowadziła porządek. Jednak prewencyjnie zatrzymano na granicy z Węgrami kilka autokarów z Polakami. Według prezesa PZPN Michała Listkiewicza autobusy dostały już pozwolenie na wjazd do Serbii i zmierzają do Belgradu.