Czy ktoś widział Leo Messiego? Dzień przed meczem właściciel Milanu dzwonił do trenera Massimo Allegriego i ostrzegał: „Ten mały Argentyńczyk jest niezły, trzeba go kryć indywidualnie". Allegri i jego piłkarze o Messim słyszeli już wcześniej, ale zamierzali pilnować go po swojemu. Trener mówił, że jeśli Milan zagra odważnie, mądrze i z sercem, to nie jest bez szans w starciu z drużyną, która każdym swoim meczem pisze historię. Trzeciej drużynie włoskiej ligi nie zabrakło wczoraj niczego, by kibice o Messim w ogóle nie pamiętali. Piłkarz, którego dyrektor Milanu Adriano Galliani uważa za lepszego od Maradony i Pelego, na San Siro nie istniał, Milan taktycznie przerósł Barcelonę i przygasił jej gwiazdy.
Tak słaby mecz w wykonaniu Katalończyków trudno sobie nawet przypomnieć. Kiedy w grupie przegrali z Celtikiem Glasgow, przynajmniej mogli narzekać na pecha. Atakowali wtedy bez przerwy, a rywal grał na śmierć i życie, wydarł punkty ambicją. Wczoraj Barcelona oddała dwa niemrawe strzały na bramkę rywala, wymieniała setki podań, rzadko w ten sposób zdobywając choćby kilka metrów boiska. To była sztuka dla sztuki, Milan doskonale wiedział, jak sobie z tym poradzić. Barcelonę znowu zastopował klub z Mediolanu, w 2010 roku przegrała w półfinale Ligi Mistrzów z Interem, prowadzonym przez Jose Mourinho.
Wczoraj gole padały dopiero po przerwie. Pierwszemu dziwi się cała Europa, bo, jak pisze „Marca", rękę Zapaty w polu karnym po strzale Sulleya Muntariego „widzieli wszyscy, tylko nie sędzia Craigh Thompson". Piłka spadła wprost pod nogi Kevina-Prince'a Boatenga i Milan objął prowadzenie. „La Gazetta dello Sport" relację z meczu ilustruje zdjęciem tego piłkarza z podpisem „Diabeł w niebie". Realizator pokazywał też radość w loży wykupionej przez Mario Balotellego dla siebie i znajomych. Piłkarz, który w kilka tygodni wyciągnął Milan ze środka tabeli na podium, nie może grać w Lidze Mistrzów, ale wczoraj świetnie bawił się na trybunach.
Barcelona niby próbowała odrabiać straty, ale gospodarze uwierzyli, że na tym balu nie muszą się już wstydzić i poszli za ciosem. Dziewięć minut przed końcem meczu doskonale w polu karnym zachował się postawiony na nogi przez lekarzy tuż przed meczem Stephen El-Shaarawy – podał piłkę do Muntariego, zrobiło się 2:0 i dowiedzieliśmy się, jak ciekawy będzie rewanż za trzy tygodnie.
AC Milan - FC Barcelona 2:0 (0:0).
Bramki:
Kevin-Prince Boateng (57), Sulley Ali Muntari (81).
Sędziował:
Craig Thomson (Szkocja).
AC Milan:
Christian Abbiati; Ignazio Abate, Philippe Mexes, Cristian Zapata, Kevin Constant; Massimo Ambrosini, Riccardo Montolivo, Sulley Muntari; Kevin-Prince Boateng, Giampaolo Pazzini (75-M'Baye Niang), Stephan El Shaaraway (88-Bakaye Traore 88)
FC Barcelona:
Victor Valdes; Daniel Alves, Gerard Pique, Carles Puyol (88-Javier Mascherano), Jordi Alba; Xavi, Sergio Busquets, Cesc Fabregas (62-Alexis Sanchez); Pedro, Lionel Messi, Andres Iniesta.
Galatasaray Stambuł - Schalke 04 Gelsenkirchen 1:1 (1:1).
Bramki:
dla Galatasaray - Burak Yilmaz (12); dla Schalke - Jermaine Jones (45).
Sędziował:
William Collum (Szkocja).
Galatasaray:
Fernando Muslera; Sabri Sarioglu (83-Umut Bulut), Semih Kaya, Dany Nounkeu, Albert Riera; Hamit Altintop (66-Emmanuel Eboue), Felipe Melo, Selcuk Inan, Wesley Sneijder (46-Nordin Amrabat); Burak Yilmaz, Didier Drogba.
Schalke 04:
Timo Hildebrand; Marco Hoeger, Benedikt Hoewedes, Joel Matip, Sead Kolasinac; Julian Draxler (84-Tranquilo Barnetta), Jermaine Jones, Roman Neustaedter, Michel Bastos; Jefferson Farfan, Klaas-Jan Huntelaar (75-Teemu Pukki).