Selekcjoner Waldemar Fornalik zdecydował się wystawić od początku powołanego po czteroletniej przerwie do kadry Mariusza Lewandowskiego, który rozegrał w piątek 65. mecz w reprezentacji (podobnie jak kapitan Jakub Błaszczykowski).
Biało-czerwoni, aby przedłużyć szanse awansu do mistrzostw świata, musieli zdobyć w Charkowie trzy punkty. Rozpoczęli ostrożnie i uważnie, dzięki czemu nie powtórzył się scenariusz z marcowego meczu obu drużyn w Warszawie (już po siedmiu minutach Ukraińcy prowadzili 2:0).
Na początku spotkania gospodarze wprawdzie stworzyli dwie sytuacje, ale strzał Edmara był niecelny, zaś uderzenie Andrija Jarmołenki obronił Artur Boruc.
"Mamy jeszcze matematyczne szanse!". Internauci komentują mecz reprezentacji
W miarę upływu czasu coraz odważniej atakowali piłkarze Fornalika. Najpierw po strzale głową Kamila Glika piłkę z linii bramkowej wybił Jewhen Konoplianka, a w 36. minucie Robert Lewandowski kopnął nad poprzeczką. Wkrótce potem na strzał zdecydował się Waldemar Sobota, jednak górą był Andrij Piatow.
Po przerwie polscy piłkarze znów uzyskali przewagę, ale grali nieskutecznie. W 60. minucie indywidualną akcję, zakończoną niecelnym strzałem, przeprowadził Błaszczykowski.
Cztery minuty później mundial oddalił się od Polaków jeszcze bardziej. Po dośrodkowaniu z lewej strony Konoplianki błąd popełnił Grzegorz Wojtkowiak, do piłki doszedł Jarmołenko i strzałem w górny róg bramki nie dał szans Borucowi.
Od tej pory Fornalik postawił wszystko na jedną kartę. Mariusza Lewandowskiego zmienił grający bardziej ofensywnie Piotr Zieliński. W 74. minucie bliski zdobycia gola po podaniu Adriana Mierzejewskiego był Robert Lewandowski (strzał głową nad bramką), a kilkadziesiąt sekund później Sławomir Peszko trafił z lewej strony w boczną siatkę.
Na więcej akcji rywale już Polakom nie pozwolili. W końcówce spotkania bezpiecznie kontrolowali jego przebieg i utrzymali korzystny wynik, który da im co najmniej drugie miejsce w grupie (w ostatniej kolejce grają na wyjeździe z San Marino).
Biało-czerwoni po raz drugi z rzędu nie zagrają w mistrzostwach świata. Polskich piłkarzy zabrakło także w 2010 roku w RPA.
Stefan Szczepłek: Nie mam grobowej miny
Satyrycy przed meczem
Półtorej godziny przed meczem na stadion w Charkowie zaczęli wchodzić kibice. Wcześniej przybyli piłkarze obu drużyn.
Ukraińcy wykorzystali ostatnie godziny przed meczem m.in. na spotkanie z grupą satyryków, którzy zamieszkali w tym samym hotelu, co ekipa trenera Mychajło Fomienki.
W charkowskich pubach od rana reklamowano wspólne oglądanie transmisji telewizyjnej. Na ulicach miasta rozchwytywani przez ukraińskie media byli nieliczni polscy kibice, którzy przyjechali na spotkanie.
Jeden z nocnych klubów zaoferował nawet 50-procentową zniżkę na wstęp dla każdego, kto w piątek przyjdzie z jakimkolwiek atrybutem kibica.
Ukraina - Polska 1:0
(0:0)
Bramka:
Andrij Jarmołenko (64).
Żółte kartki:
Ukraina - Taras Stiepanienko, Edmar, Jarosław Rakicki, Jewhen Chaczeridi; Polska - Sławomir Peszko, Łukasz Szukała.
Sędzia:
Jonas Eriksson (Szwecja).
Widzów:
39130.
Ukraina:
Andrij Piatow; Artem Fedecki, Jewhen Chaczeridi, Jarosław Rakicki, Wiaczesław Szewczuk; Andrij Jarmołenko (90-Ołeh Husiew), Rusłan Rotan, Taras Stiepanienko, Edmar (90+2-Roman Bezus), Jewhen Konoplianka; Roman Zozulia (62-Marko Devic).
Polska:
Artur Boruc; Artur Jędrzejczyk, Łukasz Szukała, Kamil Glik, Grzegorz Wojtkowiak; Grzegorz Krychowiak, Mariusz Lewandowski (75-Piotr Zieliński); Jakub Błaszczykowski, Mateusz Klich (66-Adrian Mierzejewski), Waldemar Sobota (61-Sławomir Peszko); Robert Lewandowski.
Fornalik: zadecydowała słaba skuteczność
Brak skuteczności i błąd w defensywie zadecydowały o porażce polskich piłkarzy w eliminacjach mistrzostw świata, powiedział trener Waldemar Fornalik po meczu z Ukrainą (0:1).
- Spodziewaliśmy się trudnego meczu i to się potwierdziło. Mecz pokazał, że to co mówiliśmy o wierze w dobry wynik mogło się stać, jednak rezultat tego nie potwierdza. Zawodnicy przeciwstawili Ukrainie to, co powinni pokazać w pierwszym meczu w Warszawie. To była baza, by grać o dobry wynik. Myślę, że mimo porażki pozostawiliśmy po sobie dobre wrażenie. Zabrakło w naszej grze skuteczności, a po drugie popełniliśmy błąd w obronie, tracąc bramkę. I w efekcie zamiast wywalczyć przynajmniej remis, doznaliśmy porażki – mówił Waldemar Fornalik.
- Mam kontrakt do końca roku i mamy do rozegrania jeszcze jeden mecz w eliminacjach, z Anglią. Później przyjdzie czas na ocenę gry reprezentacji i podsumowanie eliminacji – odpowiedział selekcjoner pytany o ewentualną dymisję.
Dodał, że słaba skuteczność była bolączką drużyny w całych eliminacjach. - Gdybyśmy wykorzystali wszystkie swoje sytuacje w poprzednich spotkaniach, to dziś cieszylibyśmy się z wyjazdu na finały mistrzostw świata w Brazylii. Także gdybyśmy lepiej grali w obronie, mielibyśmy pewnie parę punktów więcej – stwierdził trener.
- Wystawimy najsilniejszy zespół, jaki tego dnia będzie możliwy. Jeśli któryś z zawodników nie mógłby wystąpić, to i tak nie będzie to oznaczało, że zespół będzie słabszy – odpowiedział Waldemar Fornalik na pytanie, czy w ostatnim meczu w Londynie Polacy będą walczyć tak samo, jak w piątek w Charkowie.
Poproszony o ocenę gry Mariusza Lewandowskiego, który wrócił do kadry po dłuższej przerwie, trener stwierdził, że pomocnik PFK Sewastopol dobrze wkomponował się w zespół i fakt, że udało się zneutralizować atuty Ukraińców, jest także jego zasługą.