Odwaga w cenie, czyli szturm średniaków na Euro 2024

We wtorek poznamy ostatnich ćwierćfinalistów. Austriacy i Rumuni, którzy wygrali swoje grupy, mają apetyt na więcej. Chcą namieszać oraz dołączyć do Szwajcarów. Oni wyeliminowali już z turnieju broniących tytułu Włochów.

Publikacja: 01.07.2024 19:52

Marcel Sabitzer, lider reprezentacji Austrii, grał kiedyś w Lipsku, gdzie odbędzie się mecz z Turcją

Marcel Sabitzer, lider reprezentacji Austrii, grał kiedyś w Lipsku, gdzie odbędzie się mecz z Turcją

Foto: Ronny HARTMANN / AFP

Austria miała się bić z Polską o trzecie miejsce, ale nie przestraszyła się Francji oraz Holandii i wygrała grupę. Teraz czerpie z tego korzyści.

Trafiła do teoretycznie łatwiejszej połówki drabinki Euro 2024. O ćwierćfinał powalczy z Turkami, których w marcu rozbiła w meczu towarzyskim aż 6:1. W dodatku spotkanie odbędzie się w Lipsku, gdzie niektórzy jej piłkarze czują się jak w domu. Wszystko dlatego, że miejscowy klub sponsoruje austriacki koncern Red Bull.

Grają w nim obecnie Christoph Baumgartner i Nicolas Seiwald, ale przez zespół przewinęli się też inni kadrowicze – Konrad Laimer oraz Marcel Sabitzer. Fundamenty pod sukcesy RB Lipsk wylewał selekcjoner Austriaków Ralf Rangnick – jako trener, ale przede wszystkim dyrektor.

Czytaj więcej

Euro 2024. Piękny mecz Hiszpanii i Gruzji. Po zagraniu gracza Cracovii pachniało sensacją

Euro 2024: Austria jeszcze nigdy nie grała w ćwierćfinale

To on sprawił, że Austrię – kiedyś uprawiającą nudny, zachowawczy futbol – ogląda się dziś z przyjemnością, a drużyna wyrasta na czarnego konia turnieju.

– To mało prawdopodobne, byśmy mogli zostać mistrzami Europy. Ale nie jest to całkowicie wykluczone. Ten, kto przewidziałby scenariusz, że pokonamy Holandię, a Francja nie wygra z Polską i awansujemy do 1/8 finału z pierwszego miejsca, byłby teraz bardzo bogatym człowiekiem. Piękno piłki polega na tym, że takie rzeczy się zdarzają, a my jesteśmy nagradzani za naszą odwagę – przekonuje Rangnick.

Austriacy stoją przed historyczną szansą – jeszcze nigdy nie grali w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Turcy byli tam ostatnio w 2008 roku, gdy dotarli do najlepszej czwórki. Ubiegali się o organizację Euro 2024, ale w Niemczech też mogą się poczuć jak gospodarz.

Czytaj więcej

Niemcy - Dania. Gospodarze grają dalej, koszmar Andersena rodem z baśni braci Grimm

W każdym meczu wspierają ich tłumy rodaków. Mieszka tam około 3 milionów osób pochodzenia tureckiego, w Niemczech urodziło się pięciu z 26 reprezentantów Turcji (niektórzy grali w tamtejszej młodzieżówce), w tym lider i największy gwiazdor Hakan Calhanoglu, który z Austrią nie będzie mógł jednak zagrać ze względu na kartki (podobnie jak obrońca Samet Akaydin).

Rumunia  nie przestraszy się Holandii

Wtorek będzie też wielkim dniem dla Rumunii, która poprzednio wyszła z grupy na wielkim turnieju podczas Euro 2000. Wtedy za rywali miała Portugalię, Niemcy oraz Anglię. Teraz w najbardziej wyrównanej grupie mistrzostw – wszystkie zespoły zakończyły ją z 4 punktami – wyprzedziła Belgię, Słowację i Ukrainę.

Rumuni – trenowani przez Eduarda Iordanescu, syna Anghela, który awansował z reprezentacją do ćwierćfinału mundialu w 1994 roku – imponowali ładną, ofensywną grą, choć w ich drużynie nie ma gwiazd na miarę Gheorghe Hagiego, Dana Petrescu czy Gheorghe Popescu. Nie można tak powiedzieć nawet o synu Hagiego – Ianisie. Jego ojciec grał w Realu i Barcelonie, on w ubiegłym sezonie był wypożyczony do Deportivo Alaves z Glasgow Rangers.

– Spotkanie z Holandią to z pewnością największe wyzwanie, odkąd wspólnie rozpoczęliśmy tę drogę. Jesteśmy świadomi, że to oni są faworytami, mają ogromną jakość i doświadczenie – mówi trener Iordanescu.

Czytaj więcej

Euro 2024. Sensacja w Gelsenkirchen była blisko. Anglicy uciekli znad przepaści

Holendrów na pewno jednak się nie przestraszą. Austria pokazała, że nie ma się czego obawiać. Przykład dała także Szwajcaria, która pierwszy raz od ponad 30 lat pokonała Włochów, wyglądających na ludzi przemęczonych sezonem.

– Już w przeszłości pokazaliśmy, że potrafimy konkurować z największymi zespołami – przypomina Ruben Vargas, który wrócił do wyjściowego składu Szwajcarii, strzelił gola, dołożył asystę i został uznany za gracza meczu z Włochami.

Słowacja dumna ze swojej gry na Euro 2024

By znaleźć potwierdzenie słów Vargasa, nie trzeba sięgać daleko pamięcią. Na poprzednim Euro Szwajcarzy wyrzucili przecież za burtę – po rzutach karnych – Francuzów i sprawili problemy Hiszpanom (przegrali także po konkursie jedenastek). Teraz zmierzą się w ćwierćfinale z drugim finalistą Euro 2020, Anglią.

Niewiele jednak brakowało, by ich przeciwnikiem byli Słowacy. Od historycznego sukcesu dzieliło ich kilkadziesiąt sekund. Prowadzili z Anglią 1:0, stracili gola w piątej minucie doliczonego czasu, a na początku dogrywki kolejnego i zalali się łzami.

– Byliśmy tak blisko awansu, ale taki jest futbol. Powiedziałem zawodnikom, że są znakomici, wykonali świetną robotę. Jestem z nich bardzo dumny. Graliśmy ofensywny futbol, nie odstawaliśmy od żadnego rywala – chwalił swoich piłkarzy włoski selekcjoner Słowacji Francesco Calzona.

1/8 FINAŁU

Rumunia – Holandia (18.00)

Austria – Turcja (21.00)

Mecze w TVP 1, TVP 2 i TVP Sport

Austria miała się bić z Polską o trzecie miejsce, ale nie przestraszyła się Francji oraz Holandii i wygrała grupę. Teraz czerpie z tego korzyści.

Trafiła do teoretycznie łatwiejszej połówki drabinki Euro 2024. O ćwierćfinał powalczy z Turkami, których w marcu rozbiła w meczu towarzyskim aż 6:1. W dodatku spotkanie odbędzie się w Lipsku, gdzie niektórzy jej piłkarze czują się jak w domu. Wszystko dlatego, że miejscowy klub sponsoruje austriacki koncern Red Bull.

Pozostało 91% artykułu
Euro 2024
Z akademika na piłkarskie salony. Rodri - najlepszy zawodnik Euro 2024
Euro 2024
Finał Euro 2024. Hiszpania - Anglia. Triumf pięknego futbolu, Anglicy znów z pustymi rękami
Euro 2024
Euro 2024: Tabele grupowe i wyniki meczów
Euro 2024
Stefan Szczepłek: Futbol wrócił do korzeni
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Euro 2024
Euro 2024 okiem Stefana Szczepłka: Futbol się obronił