Najmniejszy błąd może zakończyć się katastrofą, każdy moment zawahania natychmiast wykorzystują rywale. W takich warunkach trzeba mieć niezachwiane zaufanie do samochodu. Dzieło licznej grupy konstruktorów nie może nagle odmówić posłuszeństwa – usterka elektroniki uniemożliwiająca redukcję biegu, zacięcie się przepustnicy czy awaria hamulców mogą w mgnieniu oka nie tylko pozbawić kierowcę szans na dobry wynik, ale także doprowadzić do tragedii. Druga eksplozja silnika, powtarzające się problemy ze sprzęgłem i hamulcami – to są powody do załamania nawet najtwardszego kierowcy. Bezawaryjne auto to w dodatku tylko fragment sukcesu – samochód powinien być także wystarczająco szybki. W Formule 1 zwycięzcę od pokonanego dzielą przecież zaledwie ułamki sekund na każdym kilometrze. BMW Sauber, trzeci zespół ubiegłorocznych mistrzostw świata, ma problemy w obu tych kwestiach. Na początku sezonu nie było jeszcze tak bardzo źle, ale rywale błyskawicznie ulepszają swoje samochody, a ekipa Mario Theissena od miesięcy drepcze w miejscu.
Robert Kubica i Nick Heidfeld zamiast o mistrzowskich tytułach marzą o finiszu w punktowanej ósemce. Winy kierowców w tym nie ma – ani Polak, ani Niemiec nie zapomnieli nagle, jak szybko jeździć samochodem Formuły 1. Podobnie jak Jenson Button po dwóch latach spędzonych w ogonie stawki nie przeżył nagłego oświecenia i nie zamienił się z kelnera w supergwiazdę torów wyścigowych. Po prostu w F1 nie wszystko zależy od zawodnika. Pozostaje mieć nadzieję, że BMW Sauber – na razie zdecydowanie największe rozczarowanie sezonu 2009 – wygrzebie się z kryzysu i da swoim kierowcom niezawodny sprzęt. Wystarczy tak niewiele – zaledwie parę dziesiątych sekundy na kilometrze. Tak mało, a jednocześnie tak dużo...
[ramka][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/05/25/mikolaj-sokol-bmw-stoi-inni-jada/]Skomentuj[/link][/ramka]