To były złe tygodnie dla facetów w czerni. Najpierw przez Europę przelała się fala protestów po awansie Borussii Dortmund do półfinału Ligi Mistrzów, kiedy decydujący gol padł po wyraźnym spalonym. Później w Polsce arbiter stojący przy linii końcowej nie zobaczył, że piłka o pół metra opuściła boisko, zanim Legia strzeliła pierwszego gola w meczu z Wisłą.
W Polsce decyzje o zmianach były natychmiastowe. Zbigniew Przesmycki odpowiadający za sędziów po rozmowie z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem wycofał się z pomysłu prowadzenia meczów przez sześciu arbitrów. – Był to eksperyment, którego nie ma sensu kontynuować. Na boiskach ekstraklasy było zbyt wiele zamieszania, kontrowersji – powiedział Przesmycki.
W swoich przemyśleniach posunął się on nawet dalej. Stwierdził, że gdyby nie było arbitrów bramkowych, liniowy nadążyłby za akcją, a rozłożenie odpowiedzialności na zbyt wiele osób wpływa na to, że żaden z sędziów nie jest w 100 procentach skoncentrowany. Sebastian Jarzębak, który nie dostrzegł zdarzenia mającego miejsce tuż przed nim, zaczął nawet mówić coś o martwym punkcie.
– To było jak widok w bocznym lusterku w samochodzie w czasie zmiany pasa ruchu. Jest taki moment, w którym kierowca nie widzi auta jadącego obok niego. Gdybym stał na linii końcowej boiska, pewnie bym to wychwycił. Niestety, musiałem się cofnąć, by nie staranował mnie piłkarz. Zabrakło mi praktyki sędziego asystenta, wyczulonego na to, czy piłka opuściła plac gry. Z braku doświadczenia wynikła jakaś blokada – tłumaczył.
Błędy sędziów w meczu Wisła – Legia rozpoczęły burzę na łączach. Dyrektor sportowy krakowskiego klubu Jacek Bednarz zapowiedział utworzenie galerii sław, w której powieszone będą zdjęcia wszystkich arbitrów, którzy skrzywdzili Wisłę. Boniek, nie czekając nawet na posiedzenie komisji oceniającej pracę sędziów, na Twitterze stwierdził, że Bednarz – zamiast pracować dla Wisły – usprawiedliwia to, że piłkarze kopali się w czoło. Boniek z Bednarzem w mediach kopią się nadal. Po kostkach.