Prezes PZPN Cezary Kulesza najpierw nie skorzystał z możliwości jednostronnego przedłużenia kontraktu z Czesławem Michniewiczem, a tydzień później zdecydował, że najlepszym wyjściem będzie rozstanie.
Michniewicz zrealizował wszystkie sportowe cele. Wygrał baraż o mundial ze Szwecją, utrzymał Polskę w elicie Ligi Narodów i pierwszy raz od 1986 roku awansował z nią do fazy pucharowej mistrzostw świata. I choć styl gry pozostawiał ogromny niesmak, być może selekcjoner by się obronił i pozostał na stanowisku, ale czarę goryczy przelała afera premiowa. Okoliczności dzielenia pieniędzy obiecanych przez premiera (zwoływanie piłkarzy w nocy po meczu z Argentyną, zbieranie od nich w pośpiechu numerów kont bankowych) były symbolicznym i ostatecznym upadkiem człowieka, który z moralnych względów nie powinien nigdy zostać selekcjonerem.