Rz: Można jeszcze marzyć o pucharze po przegranej na swoim boisku 0:2?
Sebastian Mila:
Marzyć zawsze można. Ale powiem szczerze – kiedy we Wrocławiu sędzia zakończył mecz, wszyscy mieliśmy poczucie, jak niewiele mogliśmy zrobić. Legia nas zdominowała, a efektem tego były dwie bramki. Teraz, dzień przed rewanżem, jesteśmy większymi optymistami.
Coś się zmieniło w ciągu tygodnia?
Śląsk złapał drugi oddech. W tym sezonie gramy nierówno, przez kilka wiosennych kolejek byliśmy niepokonani, potem zdarzyła się nam porażka z Bełchatowem, a po niej zwycięstwa nad Górnikiem w lidze i Wisłą w pucharze. Bardzo nas to podbudowało, ja miałem powody do satysfakcji, bo zdobywałem gole w czterech kolejnych meczach. I kiedy już wydawało się, że złapaliśmy Pana Boga za nogi, przyszła klęska w Lubinie 0:4, a potem porażka z Legią. Mieliśmy wszystkiego dość.
Myśli pan, że można odrobić na Łazienkowskiej stratę dwóch bramek?
Można. Śląsk już tam kiedyś prowadził 2:0. Przed rokiem pokonaliśmy Legię na jej stadionie w meczu o Superpuchar. Dla mnie to jest szczęśliwy stadion, strzelałem na nim bramki. Jeśli obejmiemy prowadzenie, to Legia zacznie się denerwować, choć ma najlepszą kadrę i największy potencjał. Dla niej zdobycie Pucharu Polski wydaje się obowiązkiem.
A dla Śląska?
Śląsk zdobył go ostatnio w 1987 roku. W tym roku urodził się Waldek Sobota. Każdy chciałby sobie napisać w życiorysie, że jest zdobywcą Pucharu Polski. Wiem co to znaczy, bo sam zdobywałem go w barwach Groclinu Dyskobolii i Puchar Austrii w klubie Austria właśnie. Nawet strzeliłem bramkę w finale na Praterze. To są niezapomniane przeżycia. Nie można traktować Pucharu Polski bez należytej powagi.
W ostatniej kolejce ligowej przyjeżdżacie ponownie do Warszawy. Może się okazać, że Legia będzie musiała was pokonać, aby zostać mistrzem.
Spotkania z Legią zawsze są wyjątkowe, to Śląsk przed rokiem odebrał Legii mistrzostwo. Mamy w klubie kłopoty, ale kiedy wychodzimy na boisko, o takich sprawach nie myślimy.
Śląsk to Mila. Kiedy pan gra dobrze, to drużyna też. Słabszy pański dzień to 0:4 z Zagłębiem.
Zdarza się. Lubię brać ciężar gry na siebie i czasami się nie udaje.
Śląsk powinien o pana dbać, a słychać głosy, że może pan wyjechać z Wrocławia. Ile w tym prawdy?
Sporo. Gram tam piąty sezon, świetnie się we Wrocławiu czuję i będę go zawsze dobrze wspominał. Ale klub nie wywiązuje się ze wszystkich swoich zobowiązań, więc niewykluczone, że jednak się rozstaniemy. Zaraz pan pewnie spyta o Chicago Fire. Potwierdzam, ten klub jest zainteresowany transferem, ale nie on jeden. Żadnych decyzji jeszcze nie podjąłem.
Finał Pucharu Polski
Legia – Śląsk, 8 maja, godz. 20.30. Transmisja w Orange TV i TVN Turbo.