Grand Prix Niemiec: ryk silników, dobra zabawa i rozsądne ceny

Grand Prix Niemiec w kalendarzu Formuły 1 jest od 1951 roku, ale nasi zachodni sąsiedzi na pierwszy mistrzowski tytuł dla swojego rodaka musieli czekać niemal do końca XX wieku

Publikacja: 21.07.2012 01:01

Niemiecki kierowca Michael Schumacher ćwiczy na torze Hockenheimring

Niemiecki kierowca Michael Schumacher ćwiczy na torze Hockenheimring

Foto: AFP

Sukcesy Michaela Schumachera, który zadebiutował w F1 na początku lat 90. i w 1994 roku wywalczył pierwszy z siedmiu tytułów, spowodowały gwałtowny wzrost popularności wyścigów w Niemczech. Fani jeździli w ślad za swoim idolem po całej Europie, a od sezonu 1995 aż dwa razy w roku mogli kibicować „Schumiemu" na ojczystej ziemi. Na torze Hockenheim w Badenii-Wirtembergii organizowano zawody o Grand Prix Niemiec, a Nuerburgring w górach Eifel był gospodarzem Grand Prix Europy i Luksemburga.

Gdy po sezonie 2006 Schumacher odszedł z Formuły 1, dwa wyścigi w Niemczech przestały mieć sens – zwłaszcza, że oba tory wpadły w tarapaty finansowe. Przywilej goszczenia wyścigowych mistrzostw świata nie jest tani, bo co roku w ramach opłaty licencyjnej trzeba wyłożyć kilkanaście milionów euro. Na fali sukcesów Fernando Alonso zawody o Grand Prix Europy przeniesiono zatem do Walencji i od 2007 roku kierowcy ścigają się w lata nieparzyste na Nuerburgringu, a w parzyste na Hockenheim.

Niewielkie miasteczko leżące niedaleko Frankfurtu co dwa lata przeżywa prawdziwy najazd kibiców. Otaczające tor pola namiotowe tętnią życiem przez cały weekend, a pojęcie ciszy nocnej praktycznie nie istnieje. W dzień ryczą silniki wyścigowych samochodów, a po zmroku tankujący niezliczone ilości piwa kibice rozkręcają muzykę na cały regulator, hałasują przy użyciu wyścigowych wersji wuwuzeli, odpalają fajerwerki i cieszą się wyścigowym świętem.

Schumacher, ich dawny bohater, nie wytrzymał życia z dala od Formuły 1 i po trzyletniej przerwie wznowił starty, tym razem w barwach Mercedesa. Daleko mu do dawnej, mistrzowskiej formy, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że spora część niemieckich fanów przeoczyła dwa tytuły zdobyte w latach 2010-2011 przez Sebastiana Vettela. W obowiązkowym umundurowaniu kibiców – koszulkach, czapeczkach, flagach – wciąż przeważają czerwone barwy Ferrari, z lat największych sukcesów „Schumiego". Urzędujący mistrz świata urodził się i wychował 50 kilometrów od Hockenheim, w miasteczku Heppenheim – przechrzczonym przez fanów na „Vettelheim", ale w konkursie popularności na polach namiotowych wciąż przegrywa ze starszym o osiemnaście lat rodakiem.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej na torze Hockenheim obaj niemieccy mistrzowie świata siedzieli obok siebie w pierwszym rzędzie. – Pamiętam, jak byłem tu po raz pierwszy z moim ojcem, chyba w 1992 roku – wspominał Vettel. – Miałem pięć lat, w piątek lało jak z cebra i czekaliśmy przy pierwszej szykanie na samochody, na Michaela. Przejechał tylko okrążenie instalacyjne, ale to wystarczyło – wyjątkowy był sam dźwięk samochodu, widok wodnego pióropusza spod kół. To bardzo miłe wspomnienie.

Dwukrotny mistrz świata jeszcze ani razu nie wygrał przed własną publicznością, a jego idol z młodzieńczych lat dokonał tej sztuki czterokrotnie, w tym trzy razy na Hockenheim. Który triumf wspomina najlepiej? – Chyba pierwszy, w 1995 roku, kiedy za metą zatrzymałem się gdzieś na torze, bo zgasł mi silnik – mówi „Schumi". – Holowano mnie do boksów i to było fajne przeżycie, bo mogłem nacieszyć się atmosferą, popatrzeć na świętujących kibiców. Bardzo długo na to czekali. Co prawda w sezonie 1994 miałem zwycięskie auto, ale nie dojechałem do mety. W 1995 roku Niemiec wreszcie wygrał wyścig w Niemczech.

Rotacyjny system rozgrywania wyścigów w ojczyźnie „Schumiego" sprawia, że niemieccy kibice mają dwa razy mniejsze szanse na kolejne ekstatyczne przeżycia wywołane triumfem swojego rodaka. Na kolejne zwycięstwo czekają od sezonu 2006, ale wydaje się, że nawet kilkuletnia posucha nie jest w stanie popsuć im wyścigowego święta. Trzeba też przyznać, że organizatorzy starają się ze wszystkich sił umilić im weekend na Hockenheim. W czwartek specjalne autokary woziły fanów po torze, a zwycięzcy licznych konkursów mają szansę na przejechanie szybkiego okrążenia w sportowym samochodzie, prowadzonym przez jednego z kierowców F1. Kibice, którzy odwiedzają też inne tory w Europie, doceniają rozsądny poziom cen w budkach z jedzeniem i piciem. Jak wspomina Vettel, nie zawsze tak było...

– Kilka lat po pierwszej wizycie na Hockenheim oglądałem wyścig z głównej trybuny, było wówczas bardzo gorąco – opowiada mistrz świata. – Pamiętam, że wodę sprzedawano za 10 marek, czyli bardzo drogo. Potem zorientowaliśmy się, że właściciele straganów wlewali kranówę do butelek. To był niezły interes.

Niezapomniana atmosfera na zamieszkałych przez tysiące fanów polach namiotowych, liczne atrakcje zapewniane przez organizatora i dość rozsądne ceny sprawiają, że weekend na Hockenheim jest wyjątkową atrakcją dla miłośników wyścigowych emocji. Entuzjazmu kibiców nie psuje nawet kapryśna pogoda i przedłużające się oczekiwanie na kolejny triumf niemieckiego kierowcy przed własną publicznością. Kto wie, może już w niedzielę Vettel da swoim rodakom jeszcze więcej powodów do radości?

Sukcesy Michaela Schumachera, który zadebiutował w F1 na początku lat 90. i w 1994 roku wywalczył pierwszy z siedmiu tytułów, spowodowały gwałtowny wzrost popularności wyścigów w Niemczech. Fani jeździli w ślad za swoim idolem po całej Europie, a od sezonu 1995 aż dwa razy w roku mogli kibicować „Schumiemu" na ojczystej ziemi. Na torze Hockenheim w Badenii-Wirtembergii organizowano zawody o Grand Prix Niemiec, a Nuerburgring w górach Eifel był gospodarzem Grand Prix Europy i Luksemburga.

Pozostało jeszcze 90% artykułu
Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?