W sobotę, w pierwszym meczu sezonu 2014, zmierzyły się SPAR Falubaz Zielona Góra i Grupa Azoty Unia Tarnów. Przed spotkaniem dwa punkty przypisywano Falubazowi. Mistrz Polski jechał na własnym torze i to był jego główny atut. Wygrana miała być lekka, łatwa i przyjemna.
Jednak zespół prowadzony przez Marka Cieślaka szybko pokazał, że nie przyjechał do Zielonej Góry, by być tłem dla poczynań gospodarzy. W czterech pierwszych wyścigach padły remisy. W piątym Greg Hancock i Janusz Kołodziej zapewnili gościom wygraną 5:1. Falubaz próbował odrabiać straty, ale jego mistrzowie Polski jeździli tak, jakby dopiero poznawali nawierzchnię, na której się ścigają. W drużynie Rafała Dobruckiego nie zawiedli tylko Jarosław Hampel (16 punktów) i Aleksandr Łoktajew (dziewięć). Reszta nieporadnie starała się pomóc w zmniejszaniu strat. Trud był próżny i niewystarczający, bo w Unii każdy zawodnik spełnił pokładane w nim nadzieje. Aż dziewięć biegów zakończyło się remisami. Ostatecznie brązowi medaliści ostatnich mistrzostw Polski wygrali ze złotymi 47:43.
Ale trener Dobrucki nie rwie włosów z głowy. Żużlowcy Faubazu zazwyczaj nie najlepiej zaczynają sezon, lecz kończą go z medalami na szyi.
W kolejnym meczu okazało się, że Wrocław jest miastem równie gościnnym jak Zielona Góra. Betard Sparta przegrała 40:50 ze Stalą Gorzów. Wrocławskiej drużynie nie pomógł nawet Maciej Janowski (uzupełnił skład tej zimy), mimo iż zdobył najwięcej punktów dla swojego zespołu (13). Zawiedli ci, którzy mieli prowadzić Spartę do zwycięstw. Mistrz świata Tai Woffinden i Troy Batchelor nie byli dla rywali tak groźni, jak spodziewano się przed rozpoczęciem rozgrywek.
Za to oczekiwania szefów klubu, trenerów i kibiców spełnili liderzy Fogo Unii Leszno. Nicki Pedersen i Kenneth Bjerre zdobyli łącznie 26 punktów i poprowadzili swój zespół do wygranej z KantorOnline Włókniarzem Częstochowa. Zresztą zadanie nie było zbyt ciężkie, bo częstochowskie Lwy przyjechały do Leszna osłabione brakiem kapitana Grigorija Łaguty i Michaela Jepsena Jensena.