Zimowe igrzyska w Pekinie. Chińczycy boją się wstydu

Brak gwiazd ligi NHL na igrzyskach w Pekinie to szansa dla broniących tytułu Rosjan i ulga dla gospodarzy. Możliwe, że Chińczycy unikną blamażu.

Aktualizacja: 26.01.2022 19:46 Publikacja: 26.01.2022 19:04

Zimowe igrzyska w Pekinie. Chińczycy boją się wstydu

Foto: AFP

Gospodarze w fazie grupowej zagrają z Kanadą, USA oraz Niemcami, czyli kandydatami do medali. Turniej zaprojektowano tak, że każdy zespół z grupy awansuje do rundy pucharowej, a pierwsze mecze to wyłącznie walka o rozstawienie, ale starcia z potęgami mogły nie być dla Chińczyków przyjemne.

– Oglądanie zespołu, który przegrywa 0:15, nie jest dobre dla nikogo – mówił jesienią szef Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) Luc Tardif. Ostrzegał też, że gospodarze są po prostu zbyt słabi i grozi im wykluczenie z turnieju, a do startu w igrzyskach szykują się już Norwegowie. Do bezprecedensowej roszady ostatecznie jednak nie doszło.

Chińczycy nie mają bogatych tradycji w dyscyplinach zimowych – łyżwiarstwo figurowe to chlubny wyjątek – ale jako gospodarze mają prawo do reprezentacji w sportach drużynowych, więc zespół hokeistów lepili w pocie czoła. Nie zdążyli.

Reprezentacja mężczyzn jest w światowym rankingu na 32. miejscu – tuż za Serbią oraz Chorwacją, gdzie w hokeja gra po kilkaset osób. Chińczycy oficjalnie mają w kraju 13 tys. zawodników i zawodniczek, ale zdecydowana większość to juniorzy. Wydaje się, że kraj faktycznie zrobił postępy w zakresie szkolenia młodzieży, ale igrzyska przyszły dla Chińczyków zbyt szybko.

Czytaj więcej

USA: Rosyjska inwazja na Ukrainę podczas igrzysk w Pekinie może zdenerwować Chiny

Gospodarze od momentu otrzymania prawa ich organizacji zbudowali ponad 300 lodowisk i ściągnęli do kraju wiele gwiazd NHL, organizując obozy oraz mecze pokazowe. Zadbali o zręby systemu, ale zabrakło czasu. Nie zdołali w ciągu sześciu lat zrobić tego, co wymaga nawet dwóch dekad.

Chińczycy podczas igrzysk będą się więc posiłkować naturalizowanymi zawodnikami wybranymi podczas castingu. Zgrupowali ich w zespole Kunlun Red Star, który jest klubem z Pekinu, ale swoje mecze w Kontynentalnej Lidze Hokejowej (KHL) – to rozgrywki grupujące kluby z Rosji, Białorusi, Łotwy, Kazachstanu i Finlandii – organizuje w Moskwie, odkąd pandemia utrudniła podróże.

Klub, który powstał w 2016 roku, jeszcze na początku sezonu miał w składzie 15 Kanadyjczyków, 4 Amerykanów, Rosjanina i 7 Chińczyków. Dziś większość z nich może już grać dla Chin. Niektórzy, jak bramkarz Paris O'Brien, mają chińskie korzenie.

Kunlun Red Star zajmuje ostatnie miejsce w Konferencji Wschodniej, wygrał tylko 7 z 48 meczów. Jego spotkania toczą się zazwyczaj przy pustych trybunach. Reporterzy podczas jednego z nich spotkali dwóch nastolatków machających chińską flagą, bo „ktoś im tak kazał". Inny z fanów wyjaśniał, że kibicuje chińskiej drużynie, bo jest zagorzałym sympatykiem tamtejszego komunizmu.

Gospodarze mają prawo do wystawienia drużyny hokejowej na igrzyskach od 2006 roku. Włochów w Turynie już wówczas reprezentowało 11 Kanadyjczyków i Amerykanów. 12 lat później Koreańczykom pomogło siedmiu zagranicznych gości. Żaden z tych zespołów nie wygrał meczu.

Są duże szanse, że teraz będzie podobnie. – Nie musimy robić show. Nasz cel to zdobycie szacunku hokejowego świata – przekonuje Ivano Zanatta. Włoch jest już piątym trenerem Kunlun Red Star. Drużynę prowadzili wcześniej Mike Keenan, Bobby Carpenter, Curt Fraser i Aleksiej Kowaliew. Niektórzy do dziś sądzą się z klubem o zaległe pensje.

Kunlun Red Star szykuje się do olimpijskiego turnieju po serii 13 porażek z rzędu.

Czytaj więcej

Igrzyska zimowe. Twierdza Pekin

– Cierpieliśmy przez cały rok, traciliśmy zawodników przez urazy. Jesteśmy zmęczeni sezonem, ale widzę już, jak wraz ze zbliżającymi się igrzyskami w moich graczy wstępuje nowa energia – przekonuje Zanatta.

Gospodarze byli jednymi z nielicznych, którzy ucieszyli się na wieść o rezygnacji z udziału w imprezie zawodników NHL. Najlepsi hokeiści świata mieli wrócić do olimpijskiej rywalizacji po ośmiu latach przerwy, ale zawodowa liga znów uznała się za ważniejszą niż igrzyska. Władze rozgrywek przestraszyły się perspektywy destrukcji kalendarza gier oraz ewentualnej kwarantanny graczy po powrocie z Chin.

NHL wykorzysta przerwę zaplanowaną na igrzyska, aby nadrobić kilkadziesiąt zaległych meczów. Nie brakuje opinii, że to błąd i władze ligi, która nawet za oceanem zaczyna przegrywać wyścig o telewidza z piłką nożną, marnują szansę na pokazanie swoich gwiazd światu.

Decyzja władz NHL to świetna okazja dla broniących tytułu Rosjan, którzy dzięki temu polecą do Pekinu jako faworyci. Większość tamtejszych kadrowiczów występuje w KHL. Trener Aleksiej Żamnow powołał do składu na igrzyska wyłącznie hokeistów z rosyjskich klubów. Jest wśród nich ośmiu mistrzów olimpijskich z Pjongczangu.

– Na papierze mają najmocniejszy skład, ale to wcale nie oznacza, że czeka ich spacerek i wygrają wszystkie mecze – podkreśla w rozmowie z Associated Press Marco Strum, który cztery lata temu doprowadził Niemców do historycznego sukcesu, czyli finału olimpijskiego.

Turniej hokejowy mężczyzn na igrzyskach w Pekinie rozpocznie się 9 lutego meczem Szwajcarów z Rosją, czyli formalnie z reprezentacją Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego (ROC). Finał zaplanowano w dniu ceremonii zamknięcia imprezy. Polacy szansę na udział w igrzyskach przegrali na ostatniej prostej, podczas turnieju kwalifikacyjnego w Bratysławie.

Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Sport
Walka o władzę na olimpijskim szczycie. Kto wygra wybory w MKOl?
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?