Atakowali od od rzadko odwiedzanej północnej strony góry. 41-letnia Gerlinde Kaltenbrunner, z wykształcenia pielęgniarka, jest drugą kobietą, która zdobyła Koronę Himalajów i pierwszą, która uczyniła to bez używania tlenu z butli. Na pierwszy swój ośmiotysięcznik weszła w 1994 r.
Wspina się w szlachetnym alpejskim stylu, w małych zespołach, bez wsparcia tragarzy. K2 próbowała zdobyć rok temu od południowej, pakistańskiej strony. Zrezygnowała po wypadku, którego była świadkiem - idący przed nią wspinacz runął do przepaści. Nie chciała już wrócić w to miejsce. Zdecydowała się na wyprawę na północne stoki piramidy K2 od strony Chin.
Dla Darka Załuskiego, filmowca wysokogórskiego, to piąty zdobyty ośmiotysięcznik. Z Górą Gór od północy mierzył się podczas pierwszej zimowej wyprawy od tej strony na przełomie 2002/2003 r. Obecny wtedy Wasilij Piwcow niespodziewanie opuścił ekspedycję. Cztery lata temu Kazach dotarł na tej samej drodze Północnym Filarem do wysokości 8400 m - wyżej nie puścił go głęboki śnieg i wiatr.
Tym razem atak na szczyt trwał siedem dni. Po dojściu do I obozu (5300 m) wycofał się Ralf Dujmovits – mąż Gerlindy, jedyny w tym gronie, który zdobył Koronę wcześniej. Uznał, że warunki są zbyt niebezpieczne z powodu zagrożenia lawinowego. Wraz z nim zawrócił argentyński fotograf. Następnego dnia pozostała czwórka nie zdołała dobrnąć w głębokim śniegu do obozu II (6400 m). Biwakowali po drodze. Ostatni biwak rozbili na wys. 8300 m, powyżej obozu IV.
Z namiotu wyszli o godz. 1.30 w nocy. Zawrócili, kiedy zziębnięci zaczęli tracić czucie w dłoniach. Ponownie wyruszyli o 7.30.
- Początkowo, kiedy szli w cieniu, straszliwie zmarzli. Potem w słońcu było już lepiej. Wszyscy czują się dobrze, choć są bardzo zmęczeni. Cały czas idą we czwórkę. Dbają o siebie – relacjonował Ralf Dujmovits z bazy przez telefon himalaistce Tamarze Styś, prowadzącej wraz z Darkiem Załuskim Agencję Podróżniczą Go Everest.
Szczyt góry to w alpinizmie połowa sukcesu. Druga to zejście do bazy. Ich niewielka wyprawa jest jedyną. Alpiniści zdani są tylko na siebie.
- Cieszę się! Zasłużyli na ten szczyt – powiedziała Kinga Baranowska, która wraca do Polski po zaciętej, lecz przegranej walce o wejście na K2 od południowej strony.