Lee Richardson nie żyje

Brytyjczyk miał wypadek podczas meczu swej drużyny PGE Marmy Rzeszów z?Betard Spartą we Wrocławiu i zmarł wczoraj w szpitalu.

Publikacja: 14.05.2012 02:55

Do nieszczęścia doszło w trzecim biegu. Richardson upadł, po tym jak zahaczył o koło motocykla Tomasza Jędrzejaka. Nie podniósł się o własnych siłach, został przetransportowany do szpitala.

Żużel miał w genach. Jego ojciec Colin Richardson jeździł na angielskich torach w latach 70., a wujek Steve Weatherley ścigał się z Markiem Cieślakiem w barwach White City (Steve był sparaliżowany na skutek poważnego urazu). Mama Julie pracowała jako prezenterka telewizyjna. Emma, koleżanka Lee z lat szkolnych, potrafiła zadbać o każdy detal domowego ogniska. Urodziła mu trzech synów.

Kiedy zdobył tytuł mistrza świata juniorów w Vojens w 1999 roku, Brytyjczycy uwierzyli, że narodził się nowy talent na miarę Mike'a Lee, Gary'ego Havelocka, Marka Lorama. Lee tych nadziei jednak nie spełnił.

Ale dla angielskiego klubu i reprezentacji gotów był zrobić dużo: wiele razy wsiadał na motocykl z niezaleczonym urazem obojczyka, barku, kolana. Wystarczył jeden telefon trenera, aby Lee zjawił się na drugim krańcu Europy. Mógł nie mieć przygotowanych silników, mógł zadłużyć się na tysiące funtów, ale ścigał się z sercem.

Kiedy miał już rodzinę, znalazł oparcie i ciepło u najbliższych, ograniczał liczbę startów. Wiedział, że już nie będzie mistrzem świata, ale chciał jeździć, bo speedway sprawiał mu ogromną frajdę i zapewniał stabilizację finansową.

Miał oddanych przyjaciół: polskich mechaników Darka  Łapę i Artura Tomczyka. Toczyli filozoficzne dyskusje, zastanawiali się, czy zaborcza ingerencja człowieka w świat przyrody unicestwi ludzi. Czy Magellan jest większym bohaterem niż dzisiejsi żeglarze, bo znalazł drogę wokół przylądka Horn – to jeden z ulubionych tematów ich dyskusji.

Lee uwielbiał angielskiego tenisistę Tima Henmana za styl i elegancję na korcie, za nadzwyczajny wolej. Zachwycał się walecznością Rafaela Nadala. Uwielbiał Michaela Doohana, pięciokrotnego mistrza świata w Road Racingu.

Był dżentelmeński. Jego mama powtarzała: „Bądź kulturalny, nawet jeśli rywal cię sfauluje, zachowaj twarz". Kiedy zapadał zmrok nad stadionem, a jego mechanicy mieli ręce pełne roboty, lubił przycupnąć w zakątku parku maszyn.

Rozmyślał wtedy o tym, dlaczego nie udało mu się zrobić kariery w futbolu. Pytał sam siebie, dlaczego nie mógł czarować fanów piłki nożnej magicznym dryblingiem, tylko ryzykował życie, ścigając się przez ponad 60 sekund na dystansie czterech okrążeń. Zastanawiał się, czy to obowiązek względem ojca i wujka.

W Częstochowie zawsze mógł liczyć na Mariana Maślankę, w Rzeszowie świetnie dogadywał się z Jasonem Crumpem, Darkiem Śledziem, Gregiem Walaskiem. Opowiadał, że chce  ścigać się do 40. roku życia, a potem oglądać zachody słońca nad klifami w południowej Anglii, bawić się piłką z synami i pojechać na wyścigi konne do Wincanton.

Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Sport
Walka o władzę na olimpijskim szczycie. Kto wygra wybory w MKOl?
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?