Reklama

Wild Oats XI, załoga nie do pokonania

Wild Oats XI to najlepszy obecnie jacht. Nie byłoby go, gdyby nie kłótnia znajomych

Publikacja: 26.01.2013 00:01

fot. JJ Harrison

fot. JJ Harrison

Foto: Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Dominacja Wild Oats XI w Sydney-Hobart trwa od ośmiu lat. Od kiedy jacht dotknął wody, wygrać nie udało się tylko w 2009 roku i dwa lata później.

W grudniu australijska załoga ponownie minęła linię mety pierwsza i zwyciężyła w klasyfikacji generalnej, bijąc drugi raz rekord trasy (1 dzień, 18 godzin, 23 minuty i 12 sekund). Dwukrotnie taki triumf zanotowała wcześniej tylko jedna jednostka, jacht Morna w latach 1946 i 1948. Tak się przechodzi do historii.

I jak każda dobra historia ta też zaczyna się zupełnie nie tak, jak miała się zacząć. O Oatleyach mówią w Australii "Wild Oats" – jak nie musisz, to nie zaczepiaj, bo będziesz żałował. Większość o tym pamięta, bo Oatleyowie to bogaci ludzie i mogą narobić przykrości, ale czasem znajdzie się jeden czy drugi, który ma ochotę spróbować.

Neville Crichton, dealer Alfa Romeo na całą Australię, spróbował. Budował dla siebie jacht i coś mu chyba w nim nie pasowało, więc zaproponował, że sprzeda go Bobowi Oatleyowi.

Łódź była ukończona dopiero w połowie, ale Oatleyowi to, co zobaczył, się spodobało. – Kupię go, Neville – rzucił, ale jachtu nigdy nie dostał.

Reklama
Reklama

To działo się w 2005 roku. Może Crichton chciał mu zrobić na złość, może zobaczył, jakie cudo chce sprzedać. Nie, to nie, ale jak się ma miliony dolarów i upór, można zdziałać naprawdę wiele, choćby wybudować jacht wart fortunę – taki, który będzie najpiękniejszy i najszybszy na świecie. Szybszy od tego, którego się nie dostanie.

Bob Oatley ma upór i fortunę. Jako biznesmen osiągnął wszystko, co było możliwe. Zaczynał od sprzedawania kawy, a potem stwierdził, że mógłby też się zająć produkcją wina. Bo to przecież, jak sam mówi, podobne – więc co za problem.

Od podstaw stworzył firmę Rosemount, która wypromowała markę australijskich win na całym świecie. – Wino płynie mi już we krwi. Mam dom w Mudgee, gdzie są teraz nasze winnice – mówi w rozmowie z "Rz". Ma już 85 lat, a ciągle masę pomysłów i chęć wygrywania. – Żeglarstwo kochałem zawsze. Kiedy byłem dzieckiem, to zaczynałem od pływania w małych łódeczkach – dodaje.

Potrzebował tylko pretekstu, żeby pasję przekuć w sukces. Dał mu go Crichton. On chciał na swoim Alfa Romeo wygrać w 2005 roku regaty Sydney – Hobart, więc Bob Oatley zrobił mu psikusa. Projekt zamówił u Amerykanów w San Diego, budowę w stoczni w Queensland, a wszystko po to, żeby zdążyć na wyścig. Wild Oats XI zszedł na wodę ledwie kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem (regaty startują tradycyjnie 26 grudnia) i chociaż był cudeńkiem, to nikt do końca nie wiedział, na co go stać.

– Wszyscy nam powtarzali, żebyśmy nie stawali na starcie, bo łódź jeszcze nie będzie gotowa i coś może się zepsuć. Ale popłynęliśmy i byliśmy pierwsi. To zdenerwowało Neville'a – śmieje się Oatley.

Powiedzieć: popłynęli i wygrali, to nic nie powiedzieć. Zdobyli potrójną koronę: pierwsi przekroczyli linię, zostali zwycięzcą wszystkich klas i ustanowili rekord trasy (jeden dzień 18 godzin, 40 minut i 10 sekund) – poprzedni najlepszy wynik (jachtu Nokia w 1999 roku) pobili o ponad godzinę.

Reklama
Reklama

– Bob Oatley chciał jednostkę nie do pokonania. Takie marzenie miliardera, ale kto bogatemu zabroni – śmieje się Mateusz Kusznierewicz.

Wild Oats XI to cud techniki, 100-stopowa łódź, która rozwija prędkość nawet 35 węzłów. Kadłub to mieszanka węgla i nomexu, ognioodpornego tworzywa, z którego robi się m.in. kombinezony pilotów wojskowych. A przy tym ten jacht jest ciągle udoskonalany. – Przed tegorocznym wyścigiem zmienili kształt kilu, płetwy sterowej i kadłuba. Nawet żagle udoskonalają – opowiada „Rz" Mateusz Kusznierewicz.

Ale nawet w takim kosmicznym jachcie czasami coś może zaszwankować. W 2010 roku mogło nie być zwycięstwa, kiedy zawiodło radio, a konkretnie bezpiecznik za 20 dol. Załoga nie mogła nadać obowiązkowego meldunku, że minęła już Cieśninę Bassa. Zrobiła to telefonem satelitarnym i o mały włos nie została zdyskwalifikowana. Od tej pory na jachcie są dwa radyjka.

Można pomyśleć, że taki jacht sam dopłynie na metę, ale załoga też jest bardzo ważna – co roku 20 ludzi, którzy bardzo dobrze się znają i lubią ze sobą przebywać. – Nie trenują na jachcie zbyt dużo, ale często się spotykają. Razem grają w krykieta, chodzą na kolacje – mówi Kusznierewicz, który zna jednego z członków Iaina Murraya. Australijczyk jest teraz dyrektorem regat America's Cup. Specjalnie wziął wolne, żeby popłynąć do Hobart. Jest też Adrienne Cahalan (nawigatorka) jedna z najbardziej znanych żeglarek w Australii, czy Tom Addis, kolejny nawigator na pokładzie.

Lubią siebie, ale lubią też swoich szefów. – Już nie mogę się doczekać, kiedy padniemy sobie w objęcia z rodziną Oatleyów – mówił na mecie sternik Mark Richards.

Bo sukcesów jachtu nie byłoby bez zaangażowania seniora rodziny. Sam kilka razy startował w regatach Sydney – Hobart, w latach 80., ale teraz już się na to nie porywa. Mówi, że za bardzo rzuca i gdyby upadł, trzeba by go było wyciągać na brzeg, a to byłoby nie fair wobec załogi, która ma walczyć o zwycięstwo. Płynie sobie spokojnie na luksusowym jachcie, żeby być na mecie razem z załogą.

Reklama
Reklama

Dla siebie trzyma sporo mniejszy Wild Oats X, na którym żegluje w każdą środę z kolegami. – Mam taką geriatryczną drużynę, z którą pływam i wtedy nawet steruję. Czasami bywa, że prawie kręcę się razem z kołem sterowym, ale zawsze mam na sobie kamizelkę ratunkową – żartował kiedyś. Ma 85 lat i wcale nie zamierza zwalniać tempa. Chce, żeby Wild Oats XI stał się najbardziej utytułowanym jachtem w historii wyścigu. Niech inni patrzą. Jego przeciwnikom nie jest do śmiechu, ale tak to jest, kiedy się zadziera z Oatleyami.

Dominacja Wild Oats XI w Sydney-Hobart trwa od ośmiu lat. Od kiedy jacht dotknął wody, wygrać nie udało się tylko w 2009 roku i dwa lata później.

W grudniu australijska załoga ponownie minęła linię mety pierwsza i zwyciężyła w klasyfikacji generalnej, bijąc drugi raz rekord trasy (1 dzień, 18 godzin, 23 minuty i 12 sekund). Dwukrotnie taki triumf zanotowała wcześniej tylko jedna jednostka, jacht Morna w latach 1946 i 1948. Tak się przechodzi do historii.

Pozostało jeszcze 92% artykułu
Reklama
Sport
Zmarł Hulk Hogan, ikona i popularyzator wrestlingu
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Sport
Nie żyje Felix Baumgartner, legenda sportów ekstremalnych
Sport
Nie chce pałacu. Kirsty Coventry - pierwsza kobieta przejmuje władzę w MKOl
Sport
Transmisje French Open w TV Smart przez miesiąc za darmo
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Sport
Witold Bańka wciąż na czele WADA. Zrezygnował z Pałacu Prezydenckiego
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama