Jules Bianchi, kierowca Marussii doznał poważnego urazu głowy. Francuz w stanie krytycznym trafił do szpitala. Czytaj więcej Jego bolid wypadł z trasy i uderzył w dźwig, który podnosił pojazd Adriana Sutila. Sytuacja skłoniła do znowienia dyskusji na temat wdrożenia bezpieczniejszych rozwiązań. – Wprowadzenie zamkniętych kokpitów powinno być łatwe – powiedział specjalista do spraw wydajności bolidów w zespole Williamsa, Rob Smedley.

Rozmowy na temat zamkniętych kokpitów toczą się już od roku 2009, kiedy to Felipe Massa doznał urazu głowy podczas kwalifikacji do Grand Prix Węgier.

- Nie wiem, czy taka zmiana wpłynęłaby w jakikolwiek sposób na wypadek Julesa. Nie wiemy, jak wytrzymałe są poszczególne modele samochód przy takim zdarzeniu. To był bardzo dziwny wypadek – dodał Smedley

Zamknięte kokpity otworzą na nowo debatę o naturze bolidów. – To zmieni wygląd samochodów F1, ale czy zmieni samą F1? Porównując bolidy z roku 2014 i te z 1950 łatwo można dostrzec, że nie są podobne. Argumenty przemawiające za estetyką i ciekawym wyglądem nie są moimi argumentami. Może dla innych osób jest to ważne, dla mnie nie – powiedział Smedley.

Według Alexa Wurza - nowego Przewodniczącego Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix, przed podjęciem jakichkolwiek decyzji niezbędne jest dogłębne zbadanie przyczyn wypadku Bianchiego.

– Nikt z nas nie chce, żeby takie zdarzenia miały miejsce i dla FIA bezpieczeństwo jest najważniejsze. Wchodzę w skład pewnych grup roboczych i widzę jak wiele pracy wszyscy wkładają, żeby było to priorytetem. Nie wymagam w tej chwili zapewnienia większego bezpieczeństwa. To, czego nauczyłem się przez te wszystkie lata, to nie wyciąganie pochopnych wniosków, gdy nie wszystkie fakty są jeszcze znane - powiedział Wurz.