W poniedziałek byłem w telewizji Orange Sport. Gdy odpowiadałem na jej zaproszenie, nie wiedziałem, że to pożegnalna wizyta, bo stacja praktycznie znika po Nowym Roku. Bardzo szkoda, przede wszystkim dlatego, że pracowało tam wielu sympatycznych młodych ludzi, którzy zapewne mają małe dzieci i kredyty we frankach szwajcarskich, ale żal mi tej ściętej pomarańczy także z powodów zawodowych. Była to bowiem telewizja trochę inna, robiona przez młodzież i dla młodzieży. Lubiłem ten nastrój, początkowo trochę entuzjastycznie chałupniczy, a potem coraz bardziej profesjonalny. Z przyjemnością obserwowałem, jak ta młodzież rośnie wraz ze stacją, a niektórzy, np. Justyna Kostyra w najbliższym mi tenisie, stają się ekspertami przygotowanymi do wykonywania najpoważniejszych telewizyjnych zadań. Mam nadzieję, że znajdą swoje miejsce w dziennikarstwie, bo Orange Sport to była dobra szkoła.