"Rzeczpospolita": Selekcjonerem reprezentacji Polski został Michał Probierz. To dobry wybór?
Był wśród dwóch kandydatów, o których od początku mówiłem. Drugi to Marek Papszun. Moim zdaniem jego wybór się broni, bo ma wyniki. Przez sześć lat Probierz prowadził Jagiellonię, a później Cracovię i z tymi klubami zdobywał Puchar Polski. Ma doświadczenie. Apeluję, żeby dać mu czas, a tymczasem on już jest krytykowany. Bo ci chcieliby tego, tamci - innego. U nas w Polsce najwięcej jest przecież lekarzy i znawców piłki nożnej.
Czytaj więcej
Michał Probierz podczas prezentacji nie dostał braw, choć prezes Cezary Kulesza uważa, że wybrał najlepszego trenera z możliwych. Nowy selekcjoner...
Co możne mu pan doradzić?
Nic! Bo doradców to u nas jest - jak mówię - wielu, a potem każdy się wypiera. Nowy trener wie, czego chce. Wyselekcjonuje grupę zawodników, wśród których będzie się obracał i którzy będą u niego grali. Niestety, ale trzeba sobie zdać sprawę z jednego: dziś bez biegania, zaangażowania bez walki nici z tego wszystkiego będą.
Czy jedenaście lat temu, kiedy był pan jeszcze prezesem PZPN, Probierz był wśród kandydatów na selekcjonera, gdy po Euro 2012 z kadry odszedł Franciszek Smuda?
Wybraliśmy Waldemara Fornalika, który miał spore sukcesy w Ruchu Chorzów. Zarząd - ze mną na czele - oraz Wydział Szkolenia zaakceptował właśnie jego. Rozpatrzyliśmy wtedy wszystkie za i przeciw, a był jeszcze brany pod uwagę Henryk Kasperczak, który miał doświadczenie w pracy selekcjonera na afrykańskim kontynencie. Kończyłem kadencję i nie jednak chciałem, żeby znowu się na mnie rzucili, bo zrobiłem trenerem kadry kolegi z boiska.
Czy przy wyborze Probierza kluczowe było, że to polski szkoleniowiec?
Oczywiście. Ja już na początku mówiłem - także Czarkowi Kuleszy - żeby wziął polskiego szkoleniowca. Sugerowałem, aby dogadał się z Papszunem czy z kimś innym, bo zna mentalność graczy, nie trzeba go do niczego przystosowywać. Dobrze, że tak postąpiono.