Wtorkowy poranek pod Göteborgiem. Grupa polskich żużlowców kończy wspólne śniadanie u Zdzisława Kołsuta. Zdzisław mieszka od lat w Szwecji i przekonuje właścicieli tamtejszych klubów do Polaków. Dzięki niemu coraz więcej polskich żużlowców znajduje uznanie w oczach promotorów. Kołsut potrafi wynegocjować dobrą stawkę za zdobyty punkt, godziwe pieniądze za przejazd do Szwecji i dba o terminowość wypłat.
Tomasz Jędrzejak, który zdobywał tytuły drużynowego mistrza Szwecji dla Vetlandy i Lejonen, żartuje, że w Szwecji zawodnik nie zdąży się wykąpać, a promotor już stoi przed drzwiami do łazienki z należnym honorarium. Ten scenariusz sprawdza się, pod warunkiem że żużlowiec zdobywa punkty. Jeśli przyjeżdża na metę na końcu stawki, promotor mu dziękuje i sięga po zmiennika. Zaufanie odbudowuje się ciężko. Do składu wraca się tylko w sytuacji, gdy udowodni się postawą w lidze polskiej lub angielskiej, że forma zwyżkuje lub gdy kontuzja wyłączy ze startów podstawowego zawodnika.
[srodtytul]Klamoty z duszą[/srodtytul]
Żaden z chłopaków, którzy wsiadają na motocykl z silnikiem o pojemności 500 cm sześciennych chłodzony powietrzem, nie dopuszcza do siebie myśli o „dzwonie” (kontuzji). Każdy liczy, że silnik podrasowany u tunera (wysoko kwalifikowanego mechanika – przyp. red.) będzie latał jak najdłużej i nie trzeba będzie często robić kapitalnego remontu. Tym bardziej że nigdy nie znasz dnia ani godziny i choćbyś odebrał najpiękniej uszykowaną „szafę” (silnik) od najlepszego majstra zaglądającego w duszę klamotów, zapłacił za usługę 3 tysiące euro z lekkim okładem, to i tak nie masz gwarancji, że nie zatrzesz go nawet podczas grzania motocykla.
Wtedy zamiast pędzić na prom z Trelleborga do Sassnitz i wracać do Polski, trzeba zmienić plany i obrać kurs na Danię, Niemcy lub Anglię, aby jak najszybciej usunąć usterkę. Tylko, że nawet jeśli półśpiący dotrzesz do warsztatu, możesz usłyszeć, że twój silnik zostanie zrobiony najwcześniej za dwa tygodnie, bo majster w pierwszej kolejności obsługuje Pedersena, Crumpa i Adamsa, czyli najlepszych na świecie. Rasując silniki dla nich, tuner wyrabia sobie markę i zarabia, bo ekstraserwis ekstra kosztuje.