Reklama

Zamiatanie pod dywan

Pierwszy raz w ciągu 20 lat pracy na stanowisku telewizyjnego komentatora miałem moment totalnego zagubienia, gdy pod koniec pierwszego seta meczu Agnieszki Radwańskiej z Lucie Safarovą w Katarze doszło do nieporozumienia między naszą tenisistką a arbitrem.

Patrzyłem na to zdarzenie i próbowałem je ocenić, ale nie bardzo wiedziałem, gdzie i przez kogo została popełniona pomyłka. Już po spotkaniu zwiodły mnie argumenty kilku fachowców więc przyjąłem – niesłusznie jak się okazało - wersję sędziego. Mogę tylko posypać głowę popiołem i dla poprawy humoru spojrzeć na listę ekspertów, którzy jak ja, błądzili w

tej materii.

Reklama
Reklama

Dziś już wszyscy wiemy, że sędzia Kader Nouni popełnił błąd. Polka miała prawo poprosić o elektroniczną weryfikację, jednak Francuz w żadnym razie nie powinien tej prośby uwzględnić. Z dziesięciu paragrafów, jakie w tym sezonie tworzą w przepisach WTA podrozdział „Electronic review”, istotny jest tylko pierwszy. Mówi, że prośbę o challenge można przyjąć jedynie w dwóch przypadkach. Po uderzeniu przynoszącym punkt w wymianie („point ending shot”), albo po zatrzymaniu gry przez zawodniczkę. Na korcie w Katarze tymczasem grę wstrzymał liniowy, więc w myśl przepisów nie mogło być mowy o challengu.

Kilka razy wyrażałem w tym miejscu swą dezaprobatę dla wymyślonej przez Amerykanów zabawy w elektroniczne weryfikowanie sędziów. Twierdziłem, że ten mecz w meczu jest fascynujący dla publiczności, natomiast dla zawodnika potrafi być przekleństwem. Casus Radwańskiej pokazuje, o jakie zagrożenie tu idzie. Zawodniczka zdenerwowana wymykającym się prowadzeniem nie skalkulowała chłodno, sędzia dał zgodę na procedurę, choć nie wolno mu było tego zrobić, a potem oglądaliśmy na korcie wolnoamerykankę.

 

Po kilku sezonach eksperymentalnego korzystania z tzw. jastrzębiego oka czas już na zakończenie eksperymentu. Elektronika na niektórych tylko turniejach i niektórych kortach plus specjalne do niej przepisy, które raz się stosuje, a raz nie, prowadzą jak widać do poważnych błędów bardzo dobrych sędziów. W identycznej sytuację w Melbourne 2008, w półfinale Danieli Hantuchovej z Aną Ivanović, arbiter zarządził powtórkę punktu, ale wcześniej jednak też się pomylił, bo nie wolno mu było dać zgody na challenge.

Po meczu WTA przeprosiło naszą tenisistkę za błąd arbitra, jednocześnie na jej stronie internetowej nie pojawił się żaden oficjalny komunikat, wyjaśniający incydent, a sądząc po obsadach sędziowskich w kolejnym turnieju w Dausze nie wyciągnięto konsekwencji wobec Kadera Nouni. Nie od dziś wiadomo, że WTA nie zna granic, jeśli idzie o propagandę sukcesu. Za to przy sprawach trudnych, albo przykrych najczęściej zamiata problemy pod dywan.

Autor jest komentatorem Eurosportu.

Reklama
Reklama
Sport
Andrzej Chyra dla „Rzeczpospolitej” po premierze spektaklu o Wilimowskim: Chcemy poznawać takie historie
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Sport
Powstaje film o Adamie Małyszu. Kto zagra wybitnego skoczka?
Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama