Trudniej bronić tytułu, niż go zdobywać?

Krzysztof Włodarczyk:

To zależy, kto jest rywalem. Jak trudne to zadanie, zrozumiałem, broniąc tytułu IBF w walce z Amerykaninem Stevem Cunninghamem. Wtedy to mnie przerosło, do dziś nie potrafię wytłumaczyć, co się ze mną stało. Przecież pierwszą walkę z Cunninghamem wygrałem i wydawało się, że w rewanżu będzie łatwiej.

Palacios odgraża się, że ułoży pana do snu. Co pan na to?

Podchodzę do takich pogróżek obojętnie. Walka weryfikuje wszystko. Decydujące znaczenie jak zwykle ma głowa, to, w jaki sposób poradzisz sobie z ciśnieniem, które rośnie z dnia na dzień.

Jak pan sobie z tym radzi?

Chyba lepiej niż kiedyś, ale nie byłbym szczery, mówiąc, że zachowuję wielki spokój. Różne myśli chodziły mi po głowie, ale na szczęście już się z tym uporałem, dogadałem sam ze sobą.

Czego należy się strzec, walcząc z Palaciosem?

Wszystkiego, jest nieobliczalny. Groźne są jego ciosy podbródkowe, ale gdy je zadaje, sam wystawia się na niebezpieczeństwo. Podobnie jest, gdy po lewym prostym odchyla się i podnosi brodę. Wtedy można strzelić szybkim ciosem i załatwić sprawę.

Będzie pan chciał to zrobić?

Będę robił swoje. Dużo lewych prostych, szczelna garda i czekanie na błąd Palaciosa. Nie ma znaczenia, czy go znokautuję w pierwszej czy ostatniej rundzie, najważniejsze to obronić tytuł. On nie ma dużego doświadczenia w walkach na długim dystansie. Nigdy nie walczył 12 rund, dziesięciu też nie.

Jakie wrażenie robi na panu Portorykańczyk poza ringiem? Mówiąc krótko, da się go lubić?

Nie myślę w tych kategoriach, postrzegam go jako groźnego rywala, nic więcej. Nie muszę się z nim zaprzyjaźniać.

A były takie sytuacje, że rywal był kolegą?

Czasami tak się zdarza. Rosjanin Paweł Melkomian, z którym przegrałem w Schwerinie (jedna z dwóch porażek Włodarczyka w zawodowej karierze – przyp. red.), był kolegą z amatorskich czasów. Lubiłem też Niemca Ruedigera Maya, którego znokautowałem sześć lat temu w Bydgoszczy.

Która z 46 zawodowych walk była najtrudniejsza?

Chyba ta z grudnia 2001 roku. Biłem się na terenie wroga, na Sardynii, a Vincenzo Rossito był wtedy niepokonany.

W dziesiątej rundzie trenerzy Włocha rzucili ręcznik...

Ale do chwili przerwania walki cały czas był ogień. Raz ja jego, raz on mnie.

Wtedy w pańskim narożniku stał trener Zbigniew Raubo, później zastąpił go Fiodor Łapin. Bardzo się różnią?

Zbyszek był bardziej impulsywny, Fiodor stara się skrywać emocje. Pamiętam, jak w drugiej walce z Cunninghamem sam go poprosiłem, by dał mi w twarz. Miałem nadzieję, że to mnie pobudzi, sprawi, iż zacznę walczyć w swoim stylu. Miał opory, by to zrobić, ale zrobił i jeszcze powtórzył, bo też tego chciałem.

W trakcie walki reaguje pan na to, co robi trener?

Nie patrzę w stronę narożnika, nie szukam wzroku trenera. Ale wiem, jak się zachowuje, bo obserwuję go, gdy walczą koledzy.

Trudno pana wyprowadzić z równowagi?

Myślę, że jestem spokojny, ale nie ukrywam, iż wkurza mnie czasami ludzka bezmyślność. Szczególnie na drodze, gdy jadę samochodem, ale to chyba nie tylko mój problem.

Palacios jest leworęczny, ale najczęściej walczy z normalnej pozycji, tylko ją zmienia. Nie będzie to utrudnieniem?

Wiedziałem, z kim walczę, przygotowania były tak ustawione, by się do tego przyzwyczaić. Sparingpartnerzy, Amerykanie Matt Godfrey i Michael Simmps, robili wszystko, by w miarę wiernie kopiować Palaciosa.

I jak im to wychodziło?

Godfrey radził sobie z tym nieco lepiej, ale oryginał to zawsze oryginał.

Portorykańczyk nie ma nic do stracenia, a pan bardzo wiele. Najlepsi pięściarze wagi junior ciężkiej w niedalekiej przyszłości wezmą przecież udział w turnieju SuperSix, a to oznacza sławę i duże pieniądze. Można z tą świadomością dobrze spać?

Nic a nic o tym nie myślę, ale z zasypianiem i tak są problemy, bo wiem, o jaką stawkę walczę w sobotę.

Fiodor Łapin, trener Krzysztofa Włodarczyka

To nie będzie walka jak inne, tylko niebezpieczne wyzwanie, bo Francisco Palacios jest pięściarzem nietuzinkowym. Jego styl jest nieszablonowy, nie trzyma się w ringu z góry ustalonej taktyki. Kiedy zajdzie potrzeba, potrafi ją zmienić i odwrócić losy walki. Miał już takie sytuacje w swojej karierze. Będąc w poważnej opresji, potrafił skutecznie zaatakować i postawić rywala w trudnym położeniu.

Jest szybki, rozluźniony, zadaje ciosy z zaskoczenia, więc trzeba uważać. Bardzo ważna będzie koncentracja od pierwszego do ostatniego gongu. Palacios, choć twierdzi, że jest leworęczny, najczęściej boksuje z normalnej pozycji, ale lubi ją zmieniać. Ma ciężkie ręce. Mówimy w swoim slangu, że ma ciężką, luźną łapę, potrafi nokautować uderzeniami z obu rąk.

Ale jak to w życiu, coś za coś. Tak walcząc, otwiera się i daje szanse przeciwnikowi. Włodarczyk musi być agresywny od początku, zmuszać rywala do błędów. Jest dobrze przygotowany i stać go na 12 rund w dobrym tempie. Nie wiemy natomiast, na co stać Palaciosa. Swoje walki kończy szybko, zagadką więc jest dla nas jego postawa na dłuższym dystansie.