Jak podaje sama NBA, spośród 30 klubów w zeszłym sezonie aż 22 poniosły straty. Być może dane są trochę przerysowane (dla właścicieli, którzy chcą ograniczyć pensje zawodników – im gorzej, tym lepiej), bo „Forbes" twierdzi, że takich zespołów było tylko 17, ale i tak jest źle. Taki scenariusz to za oceanem nie jest problem, który się zamiata pod dywan. Tutaj wszystko w księgach musi się zgadzać i przynosić zyski. Najgorzej na ostatnim sezonie wyszli Cleveland Cavaliers, których wartość po stracie LeBrona Jamesa spadła o 26 proc. Na przeciwnym biegunie "Magenta" znaleźli się Miami Heat, którzy LeBrona z Cleveland wyłuskali.
Zysku nie gwarantuje nawet sukces – na wartości stracili też mistrzowie, Dallas Mavericks. Ostatni układ zbiorowy pracy właśnie wygasł, a przy nowym właściciele próbują odkroić więcej tortu dla siebie, bo ta zabawa ma przynosić zysk. Na pensjach chcą zaoszczędzić ok. 750 mln dol. rocznie (ok. 17 proc. zysków), ale to oznacza, że i tak co roku będą wypłacać zawodnikom ok. 2 mld dol. Koszykarze nie chcą słyszeć o takiej obniżce kontraktów, wiedząc, że w zanadrzu mają mocne karty. Bez nich widowiska nie będzie, a skoro dotychczasowe umowy z klubami w czasie lokautu ulegają zawieszeniu, to można wyemigrować do Europy albo Chin i zarabiać wprawdzie mniejsze pieniądze niż w NBA, ale przynajmniej doprowadzić do białej gorączki właścicieli. Kilku odważnych już z tej opcji skorzystało.
Deron Williams jest może gwiazdą drugiej wielkości, ale jego przejście do Besiktasu Stambuł odbiło się szerokim echem. Williams, najlepszy zawodnik New Jersey Nets i jeden ze zdolniejszych rozgrywających NBA, wybrał Turcję z własnej woli. Co innego Allen Iverson, który trafił tam w zeszłym roku – jego w NBA już nikt nie chciał. Williams opowiada wprawdzie, że poszedł nad Bosfor, bo chce ciągle grać, ale nikt w te zapewnienia nie wierzy. W Stambule spotka Sashę Vujacicia, który Kalifornię zamienił na miliony od Efesu Stambuł. W Turcji przytuliliby też Kobego Bryanta. Gwiazdor Los Angeles Lakers już reklamuje linie lotnicze Turkish Airlines i byłby to doskonały chwyt marketingowy.
W kolejce po bilet do Europy ustawiają się Steve Nash (Phoenix Suns) i Ron Artest (Lakers), który chce przy okazji kręcić w Wielkiej Brytanii film. Marcin Gortat najpierw mówił o ŁKS, którego jest wychowankiem, teraz zanosi się na to, że wyląduje w Sankt Petersburgu (choć ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły). Jakby kłopotów w NBA było mało, kariery zakończyli Shaquille O'Neal i Yao Ming, którzy przyciągali do NBA pieniądze, jak dwa wielkie magnesy. Wielki Amerykanin to legenda tej dyscypliny, najbardziej barwny i chyba najbardziej lubiany gracz ostatnich lat.
Bardziej boli jednak strata Chińczyka, który był żyłą złota, a z gry wyłączyła go kontuzja stopy. Yao długo walczył o powrót na parkiet, opowiadał o tym, jak bardzo by chciał, żeby w grze mogła go zobaczyć córeczka, ale w końcu dał za wygraną. Teraz władze NBA mogą się obawiać, że zainteresowanie koszykówką w Chinach osłabnie, a to ogromny rynek zbytu.