Nie grał pan w przerwie letniej w reprezentacji Polski, nie znalazł zatrudnienia w klubie poza NBA. Jest pan jednym z tych, którym najbardziej zależało na zakończeniu lokautu w lidze.
Marcin Gortat:
Bez grania można już było zwariować, nadmiar wolnego czasu na pewno wpływał na moje samopoczucie. Trudno w takiej sytuacji znaleźć jakikolwiek rytm życia. Doszły obawy, że stracę sportową formę i wszystko, co miałem w Phoenix. Dlatego bardzo się cieszę, że rozgrywki wreszcie startują.
Czego spodziewa się pan po nowym sezonie?
Przede wszystkim liczę na to, że zakwalifikujemy się do play-off, a ja będę grał lepiej niż rok temu. Mamy w klubie wzmocnienia, więc awans do fazy pucharowej nie wydaje się marzeniem ponad stan.
Co pokazują pierwsze treningi i mecze kontrolne? Phoenix Sun będą lepszym zespołem niż w poprzednim sezonie? Jaki wpływ będą miały zmiany w kadrze klubu: m.in. odejście Vince'a Cartera i Aarona Brooksa, a pozyskanie Shannona Browna i Sebastiana Telfaira?
Obydwaj nowi zawodnicy mają bardzo dużo energii, są atletyczni, grają dobrze w obronie. Wzmocnią naszą formację obwodową. Myślę, że po przejściu skróconego w tym sezonie okresu przygotowawczego, w którym w Suns mam okazję uczestniczyć pierwszy raz, będziemy w stanie osiągnąć cel: awans do play-off, którego zabrakło przed rokiem.
Nie obawia się pan rywalizacji na pozycji środkowego z Robinem Lopezem, który ostatnio bardzo się wzmocnił?
Nie. Przez trzy i pół roku rywalizowałem z Dwightem Howardem i myślę, że nie ma czegoś gorszego. To mnie zahartowało. Dziś Robin rzeczywiście prezentuje się o wiele lepiej, w jego grze jest więcej pewności siebie, ale ja też jestem lepszym graczem i czuję się bardzo mocny. Nasza rywalizacja na pewno będzie zdrowa, ukierunkowana na dobro zespołu. To trener zadecyduje, kto i ile będzie grał.
Na treningi do Phoenix prosto z Zastalu Zielona Góra odleciał Gani Lawal, najlepszy obok Łukasza Koszarka zawodnik polskiej ligi. Dlaczego nie udało mu się wywalczyć miejsca w składzie Suns?
Trudno powiedzieć. Prawda jest taka, że nie możemy porównywać polskiej ligi do NBA. Jeśli chodzi o Lawala, to uczestniczył tylko w jednym treningu Phoenix, na którym trochę z nami pobiegał. Taka była decyzja naszego sztabu menedżerów, którzy postanowili zwolnić go i dać szansę naszemu pierwszoroczniakowi Markieffowi Morrisowi.
Co może oznaczać odejście Dwighta Howarda z Orlando, wzmocnienie Los Angeles Clippers przez Chrisa Paula, rozstanie się Lamara Odoma z LA Lakers czy przejście do New York Knicks Tysona Chandlera?
Uważam, że akurat Chandler za bardzo nie wzmocni Nowego Jorku. Oczywiście Clippers sporo zyskali, angażując Chrisa Paula, i będą drużyną na play-off. Z kolei odejście Odoma osłabi Lakersów, którzy mogą mocno cierpieć w tym sezonie. Co do Orlando, to na razie trudno powiedzieć, czy Dwight odejdzie z zespołu.
Kogo w Konferencji Zachodniej najbardziej się obawiacie?
Wymienię dwa zespoły z naszej dywizji – Los Angeles Lakers i Los Angeles Clippers, ponieważ z nimi w tym sezonie rozegramy najwięcej spotkań. Tak naprawdę każda drużyna w NBA jest silna i na każdego trzeba uważać. Gra się 66 spotkań z bardzo dobrymi zespołami.
Skąd wziął się pomysł organizowania przez pana fundację darmowych staży w USA dla młodych polskich trenerów?
Celem było stworzenie kolejnego projektu, w którym mógłbym wykorzystać swoje doświadczenie, możliwości i kontakty, jakie nawiązałem w USA. Dzięki takim firmom jak Briggs & Stratton, która ostatnio stała się naszym partnerem, jesteśmy w stanie tego typu wyjazdy zorganizować. Myślę, że z korzyścią dla polskich szkoleniowców oraz trenerów dzieci i młodzieży. W ramach "Kliniki trenerskiej Marcina Gortata" będą się mogli uczyć od najlepszych w USA specjalistów od przygotowania fizycznego i kondycyjnego, scoutingu i taktyki. Liczymy, że nie będzie to akcja jednorazowa, ale coroczne staże, których częstotliwość będziemy się starali zwiększać. Na koniec postaramy się o ściągnięcie trenerów z USA do Polski. To powinno sprzyjać budowie w kraju silnej koszykówki.
Tonącemu w długach ŁKS Łódź, którego jest pan współwłaścicielem, nie da się pomóc?
To temat rzeka. Teraz nie mam w klubie za dużo do powiedzenia, moje udziały są minimalne. Klubem rządzą inni ludzie.
Zagra pan w przyszłym roku w kadrze walczącej o awans do ME 2013?
Spotkaliśmy się kilka dni temu z dyrektorem reprezentacji Walterem Jeklinem, rozmawialiśmy o naszej drużynie narodowej w wielu aspektach. Czy zagram w kadrze? Tego w 100 procentach nie mogę potwierdzić, ale oczywiście wyrażam chęć gry i nie wyobrażam sobie, by nie było mnie w niej drugi rok z rzędu. Już wystarczająco odpocząłem. Dlatego nie ma mowy, żebym szukał wytchnienia w trakcie kolejnych wakacji.
Czego panu życzyć pod choinkę i w nowym roku?
Przede wszystkim zdrowia, wytrwałości i dobrej gry. Tego najbardziej mi potrzeba. Pozdrawiam świątecznie wszystkich sympatyków koszykówki.
rozmawiał Marek Cegliński