Obniżony nos to także tegoroczna nowinka regulaminowa, przyprawiająca o ból głowy tych kibiców, dla których samochód Formuły 1 powinien być smukłą, elegancką konstrukcją. Niższa przednia część auta to nowy wymóg bezpieczeństwa: chodzi o to, aby w przypadku kolizji nos uderzył możliwie najniżej, w miejscu dobrze osłoniętym przez struktury ochronne.
Cierpi na tym estetyka: poza McLarenem wszystkie zaprezentowane dotychczas nowe samochody mają mniej lub bardziej pokraczny próg na nosie. Co bardziej złośliwi komentatorzy ochrzcili już nowe auta mianem „kaczych dziobów" lub „desek do prasowania".
Ale odwieczna prawda wyścigowa mówi, że samochód staje się piękny, gdy wygrywa. Na podstawie pierwszych jazd trudno ocenić formę poszczególnych zespołów, bo tak naprawdę inauguracyjne testy służą przede wszystkim sprawdzeniu, czy auta mają sprawne wszystkie systemy, nie przegrzewają się i czy są niezawodne. Poszukiwanie szybkości jest dopiero kolejnym etapem – zresztą zanim samochody staną na polach startowych w Australii, gdzie w połowie marca odbędzie się pierwszy wyścig, projektanci zdążą wprowadzić do nich liczne usprawnienia.
Ferrari, próbujące dogonić dominującego w poprzednim sezonie Red Bulla, przez trzy pierwsze dni osiągało bardzo słabe rezultaty. – Czeka nas bardzo dużo pracy z tym samochodem – ostrzegał Felipe Massa, ale już czwartego dnia testów na szczycie tabeli z czasami znalazł się Fernando Alonso, choć Hiszpan spędził większość dnia w garażu, gdzie mechanicy zmagali się z problemami wieku dziecięcego w jego samochodzie.
McLaren, który od lat ma bardzo nisko położoną przednią część nadwozia i dzięki temu jako jedyny mógł zrezygnować z koszmarnie wyglądającego „progu" na nosie, też początkowo nie błyszczał, choć kierowcy byli zadowoleni ze swojej nowej zabawki. – Na razie jest dobrze – mówił Lewis Hamilton. – Czuję, że możemy coś wyciągnąć z tej maszyny, choć auto jest jeszcze bardzo świeże i nieprzewidywalne.
Red Bull rozpoczyna sezon z nadzieją na trzeci z rzędu dublet w obu klasyfikacjach mistrzowskich. Obrońcy tytułu zmagali się z awariami nowego modelu RB8, a pierwszego dnia Mark Webber przez trzy godziny siedział w garażu, bo mgła na lotnisku w Sewilli sprawiła, że na tor nie dotarły elementy mocowania tylnego skrzydła. Później Australijczyk oraz Sebastian Vettel uzyskiwali konkurencyjne czasy, ale zdaniem mistrza świata jest jeszcze za wcześnie na ocenę szans Red Bulla.