Pierwsze treningi już za nami, ale wciąż nie wiadomo, kto ma największe szanse na triumf w wyścigu na torze Albert Park.
Sezon 2012 jest wyjątkowy z kilku względów. Jeszcze nigdy kierowcy Formuły 1 nie byli tak zapracowani: w tym roku czeka ich aż 20 startów, w tym po raz pierwszy od pięciu lat wyścig o Grand Prix USA na wciąż budowanym obiekcie w Austin.
Nigdy też na torze nie rywalizowało jednocześnie aż sześciu mistrzów świata – jedna czwarta spośród 24 kierowców w tegorocznej stawce Formuły 1 może się pochwalić przynajmniej jednym tytułem.
Znów bez Kubicy
Stawka jest nie tylko bardzo utytułowana, ale też młoda: po wymuszonym odejściu na emeryturę weteranów Rubensa Barrichello i Jarno Trullego średnia wieku wynosi niewiele ponad 28 lat. Niestety, na polach startowych wciąż brakuje Roberta Kubicy.
Kontuzjowany Polak pilnie strzeże swojej prywatności i nie dzieli się wiadomościami na temat postępów w rehabilitacji. Wiadomo, że prowadził już samochód rajdowy i jeździł amatorskim gokartem, ale wciąż nie przymierzał się do kokpitu auta wyścigowego. Polscy kibice muszą zatem zachować cierpliwość i pod nieobecność Kubicy pasjonować się zmaganiami w rekordowo długim sezonie.
Oby rywalizacja była ciekawsza niż wygląd tegorocznych aut. Większość z nich ma na dziobie pokraczny schodek, niezbyt pasujący do wyobrażenia o opływowym, doskonałym pod względem projektu i zaawansowania technicznego samochodzie. To efekt drobnej zmiany w regulaminie, nakazującej obniżenie nosa – według badań niżej umieszczony przód zmniejsza ryzyko koziołkowania po najechaniu na tył innego auta.
Zmieniono także położenie układu wydechowego, wydzierając Red Bullowi jeden z najpoważniejszych atutów, który wydatnie pomógł w zdominowaniu rywalizacji w sezonie 2011. Mistrzowie świata do perfekcji dopracowali system zwiększający przyczepność dzięki wykorzystaniu spalin z rur wydechowych, ale obecnie regulamin nakazuje takie umieszczenie końcówek wydechu, aby wyrzucane przez nie gazy miały jak najmniejszy wpływ na osiągi.
Nie przeszkadza to zespołom w poszukiwaniu rozwiązań zastępczych. Red-Bull w czasie ostatniego testu przed sezonem zaprezentował samochód poważnie różniący się od modelu, którym Sebastian Vettel i Mark Webber rozpoczynali zimowe przygotowania. Projektanci zmienili położenie wydechu i chociaż poprawiony Red Bull okazał się na razie bardzo awaryjny, to obrońcy mistrzowskiego tytułu i tak rozpoczynają sezon w roli faworytów. W piątkowych treningach w Australii mistrzowie świata nie błyszczeli i Vettel podkreślił, że czeka ich jeszcze sporo nauki i pracy z nowym samochodem.
Wyników piątkowych jazd i tak nie można traktować poważnie, bo w obu sesjach rozpoczynano jazdę na wilgotnym torze, który następnie stopniowo przesychał. W nierównych warunkach trudno jest porównywać tempo poszczególnych zespołów, ale na uwagę zasługuje postawa McLarena i Mercedesa. W pierwszym treningu najlepszy był Jenson Button przed Lewisem Hamiltonem i Michaelem Schumacherem – najszybszym w drugiej sesji.
Powody do zmartwienia może mieć za to Ferrari. W treningach widać było, że włoskie samochody nie prowadzą się stabilnie. W czasie testów eksperymentowano z różnymi rodzajami wydechu, lecz Fernando Alonso i Felipe Massa nie byli zadowoleni z postępów.
Kłopoty Ferrari
Zespół zapowiada nawet, że w pierwszej fazie sezonu zdobycie miejsca na podium będzie sporym sukcesem. – Przyjeżdżamy do Australii ze świadomością, że nie osiągnęliśmy naszego celu – przyznaje szef ekipy Stefano Domenicali.
Zadyszkę Ferrari mogą wykorzystać rywale. Poza Red Bullem, McLarenem i Mercedesem w czołówce może się pojawić także Lotus – dawny zespół Kubicy rozpoczyna sezon z nowym składem kierowców: powracającymi do F1 Kimim Raikkonenem i Romainem Grosjeanem.
W czasie testów uzyskiwali świetne czasy, ale ekipa zaliczyła też wpadkę: z powodu problemów z mocowaniem zawieszenia Lotus stracił aż cztery dni testowe. W Melbourne też nie obyło się bez przygód: w samochodzie Raikkonena wymieniano przekładnię kierowniczą i Fin spędził dużo czasu w garażu.
Zmienne warunki w pierwszych treningach uniemożliwiają realną ocenę układu sił w stawce, ale zanosi się na to, że rywalizacja w tym sezonie – przynajmniej na jego początku – będzie bardziej wyrównana.
To zła wiadomość dla Vettela, broniącego po raz drugi mistrzowskiej korony. Jeśli mu się to uda, zostanie dopiero trzecim kierowcą, który zdobył trzy tytuły z rzędu.
Już w ten weekend otrzymamy pierwsze odpowiedzi na pytanie, czy marsz po kolejne mistrzostwo będzie równie łatwym spacerkiem jak zdobycie tytułu w zeszłym roku.
Kwalifikacje (sobota, 7) i wyścig (niedziela, 7) w Polsacie
Lista startowa i kalendarz Formuły 1
1. S. Vettel (Niemcy) Red Bull
2. M. Webber (Australia) Red Bull
3. J. Button (W. Brytania) McLaren
4. L. Hamilton (W. Brytania) McLaren
5. F. Alonso (Hiszpania) Ferrari
6. F. Massa (Brazylia) Ferrari
7. M. Schumacher (Niemcy) Mercedes
8. N. Rosberg (Niemcy) Mercedes
9. K. Raikkonen (Finlandia) Lotus
10. R. Grosjean (Francja) Lotus
11. P. di Resta (W. Brytania) Force India
12. N. Hulkenberg (Niemcy) Force India
14. K. Kobayashi (Japonia) Sauber
15. S. Perez (Meksyk) Sauber
16. D. Ricciardo (Australia) Toro Rosso
17. J.E. Vergne (Francja) Toro Rosso
18. P. Maldonado (Wenezuela) Williams
19. B. Senna (Brazylia) Williams
20. H. Kovalainen (Finlandia) Caterham
21. W. Pietrow (Rosja) Caterham
22. P. de la Rosa (Hiszpania) HRT
23. N. Karthikeyan (Indie) HRT
24. T. Glock (Niemcy) Marussia
25. C. Pic (Francja) Marussia
18 marca Grand Prix Australii
25 marca Grand Prix Malezji
15 kwietnia Grand Prix Chin
22 kwietnia Grand Prix Bahrajnu
13 maja Grand Prix Hiszpanii
27 maja Grand Prix Monako
10 czerwca Grand Prix Kanady
24 czerwca Grand Prix Europy
8 lipca Grand Prix Wielkiej Brytanii
22 lipca Grand Prix Niemiec
29 lipca Grand Prix Węgier
2 września Grand Prix Belgii
9 września Grand Prix Włoch
23 września Grand Prix Singapuru
7 października Grand Prix Japonii
14 października Grand Prix Korei
28 października Grand Prix Indii
4 listopada Grand Prix Abu Zabi
18 listopada Grand Prix USA
25 listopada Grand Prix Brazylii