W ciągu sześciu miesięcy zawodnicy będą się przenosić z miejsca na miejsce 12 razy (w międzyczasie startując w meczach ligowych), krążąc między szwedzką Malillą a leżącym we Włoszech Terenzano.
Po drodze mają jeszcze przystanki w Polsce (aż trzy razy), Wielkiej Brytanii, Danii, Czechach i Chorwacji.
To jednak dla nich nic nowego, co roku gdy nadchodzi marzec żegnają się z rodzinami i ruszają w podróż, która kończy się na początku października. Europejskie trasy mają dobrze sprawdzone i wyjeżdżone. Nowością jest wyprawa na drugą półkulę – tym razem do Auckland. Ostatni raz w tej okolicy byli dziesięć lat temu, gdy na Telstra Stadium w Sydney wygrywał Greg Hancock.
Później zrezygnowano z wypraw na południową półkulę ze względu na koszty, choć Australijczycy cały czas liczyli się w stawce. Teraz pomysł powrócił pod hasłem popularyzowania dyscypliny w nowych krajach. Nie było wyboru w połowie marca trzeba było zapakować motocykle do kontenerów i ruszyć w drogę przez Kopenhagę i Dubaj.
W Nowej Zelandii wprawdzie speedwaya nie trzeba przedstawiać, zawodnicy stamtąd zdobyli 12 tytułów mistrza świata, ale kibice dawno już nie mieli okazji obejrzeć zawodów na najwyższym poziomie. Teraz podobno na stadion w Auckland ma ich przyjść 15 tysięcy.