Początek dziewiątego w tym sezonie spotkania z Formułą 1 był typowy dla weekendu w hrabstwie Northampton: koszmarny korek na wąskich drogach dojazdowych w połączeniu z bezustannie padającym deszczem to znane od lat wizytówki Grand Prix Wielkiej Brytanii.
Życie w spokojnej okolicy miasteczek Towcester, Brackley i Buckingham już od niemal 70 lat naznaczone jest hałasem silników. W 1943 otwarto w wiosce Silverstone bazę dla bombowców Royal Air Force, a już dwa lata po zakończeniu wojny odbył się tu pierwszy wyścig: na pasach startowych opuszczonego lotniska ścigało się 12 kierowców, a pomysłodawca zawodów Maurice Geoghegan rozbił samochód po kolizji z owcą. Teren został następnie przejęty przez Automobilklub Królewski, który zaczął organizować oficjalne zawody. Początkowo wykorzystywano pasy startowe, a od 1949 roku kierowcy ścigali się na trasie wytyczonej po otaczających je drogach serwisowych.
W sezonie 1950 wyścig o Grand Prix Wielkiej Brytanii przeszedł do historii jako pierwsze zawody zaliczane do nowo utworzonych mistrzostw świata kierowców. Na oczach 100 tys. kibiców, wśród których nie zabrakło króla Jerzego VI z małżonką Elżbietą, zwycięstwo odniósł Giuseppe Farina, który pod koniec sezonu został pierwszym w dziejach wyścigów mistrzem świata.
Silverstone to nie tylko legendarny tor wyścigowy – okoliczne miasteczka to prawdziwe wyścigowe zagłębie. W promieniu kilkunastu kilometrów mieszczą się siedziby aż trzech zespołów: mistrzowie świata, Red Bull Racing, mają swoją kwaterę główną w Milton Keynes, w Brackley działa zespół Mercedes (dawniej Brawn, jeszcze dawniej Honda i British American Racing), a w samym Silverstone, za płotem okalającym tor, swoją fabrykę ma Force India.
Dlatego Anglicy – słusznie lub nie – są przekonani o tym, że zakorzenione w sportowej tradycji Silverstone jest pępkiem wyścigowego świata. Jeszcze niedawno postawa dumnych ze swojego dziedzictwa brytyjskich kibiców wywoływała u niektórych ironiczny uśmieszek, bo pomijając bogatą historię, przez długie dziesięciolecia czas na tym torze zdawał się stać w miejscu. Co prawda trasa nie była już wytyczona, jak przed 60 laty, belami słomy, ale infrastruktura na całym obiekcie pozostawiała wiele do życzenia.