Mistrz, który boi się myszy

Sebastian Vettel trzeci raz z rzędu mistrzem świata. Fernando Alonso walczył, ale zabrakło mu czterech punktów

Aktualizacja: 26.11.2012 07:09 Publikacja: 26.11.2012 01:39

Sebastian Vettel: 25 lat, trzy tytuły mistrza świata z Red Bullem

Sebastian Vettel: 25 lat, trzy tytuły mistrza świata z Red Bullem

Foto: AP

Droga Vettela do historii okazała się bardziej wyboista, niż przypuszczano. Kończący sezon wyścig o Grand Prix Brazylii zaczął się dla Niemca dramatycznie.

Ruszał z czwartego pola, ale już na pierwszym okrążeniu uszkodził samochód po kolizji z Bruno Senną i spadł na koniec stawki, a Fernando Alonso awansował z siódmej na trzecią pozycję. Przed startem Hiszpan przyznawał, że potrzebuje szalonego wyścigu, by odebrać rywalowi tytuł.

W niedzielę musiał być na podium, Vettelowi bez względu na wynik kierowcy Ferrari wystarczało czwarte miejsce. Przez chwilę wydawało się, że spełnia się marzenie Alonso. Nerwy puszczały kierowcom i mechanikom, zaczął padać deszcz, nie brakowało kolizji i wycieczek na pobocze. Ale Vettel również na tym chaosie korzystał, szybko odrabiał straty, już po dziewięciu okrążeniach był na szóstej pozycji, po 24 i neutralizacji – na piątej, za plecami Alonso. Losy tytułu ważyły się prawie do samego końca. W pewnym momencie Vettel miał tylko punkt przewagi nad Alonso w klasyfikacji generalnej. Wjeżdżali na metę za samochodem bezpieczeństwa: Hiszpan drugi, Niemiec szósty. Wygrał Jenson Button.

Vettelowi gratulował żegnający się z F1 Michael Schumacher (na torze Interlagos siódmy, na koniec sezonu 13.). Tylko oni i Argentyńczyk Juan Manuel Fangio zdobywali mistrzostwo przynajmniej trzy razy z rzędu. Vettel po pierwsze sięgnął z „Randy Mandy", po drugie z „Niegrzeczną Kylie", po trzecie z „Abbey".

O tym, że nazywa swoje bolidy żeńskimi imionami, a po każdym zwycięstwie przykleja na nich uśmiechnięte buźki, wiedzą wszyscy. Jego charakterystycznie unoszony palec po wygranych wyścigach też każdy widział (nie brak żartów, że gdyby go ubezpieczył, byłby wart więcej niż pupa Jennifer Lopez). Ale jest jeszcze kilka faktów z jego życia szerszej publiczności mniej znanych.

Sebastian boi się myszy. Nie cierpi ich tak samo jak ulicznych korków, zadymionych pomieszczeń, skrzypiących butów i porannego wstawania. Sam mówi o sobie, że jest w gorącej wodzie kąpany. W szkole w rodzinnym Heppenheim, której dziś jest patronem, dawał popalić nauczycielom, kiedyś schował się przed jednym z nich w szafie. Ale kłopotów z nauką nie miał, lubił matematykę i fizykę. Chciał zostać piosenkarzem, śpiewać jak jego idol Michael Jackson, jednak szybko zrozumiał, że swoim głosem świata nie podbije.

Miał też w dzieciństwie dwóch innych bohaterów o imieniu Michael, których plakaty zdobiły ściany jego pokoju: Jordana i Schumachera. Poszedł w ślady siedmiokrotnego mistrza świata F1. Gdy zaczął wygrywać, niemieckie media dały mu przydomek „Baby Schumi". Ale porównań do starszego kolegi nie znosi. – Gdybym musiał stworzyć supergwiazdę, wyszedłby mi Sebastian – powiedział kiedyś władca F1 Bernie Ecclestone. – Potrzebujemy takich ludzi jak on – jest młody, bardzo utalentowany i inteligentny, ale nie arogancki.

Sukcesy go nie zmieniły. Może tylko przybyło mu komercyjnych obowiązków. Był twarzą Head & Shoulders, ostatnio reklamuje samochody Infiniti sygnowane własnym nazwiskiem. Komórki najchętniej by się pozbył, nie używa Facebooka, przez Skype'a rozmawia tylko z ukochaną, podczas wyścigowych weekendów. Bardzo dba o swoją prywatność. Źle się czuje na salonach, ale czasem musi się ubrać odświętnie, na przykład, by odebrać z rąk prezydenta Niemiec Srebrny Wawrzyn, najwyższe sportowe odznaczenie w kraju.

Prawo jazdy zdobył w wieku 16 lat. Umiał wszystko, więc by się nie nudzić, pokazywał instruktorowi, jak pokonywać zakręty w Odenwald. Nie jest molem książkowym, woli filmy. Uwielbia domowe jedzenie, ale nie pogardzi także angielskim śniadaniem. Jest fanem brytyjskiego humoru w stylu Monty Pythona i zespołu The Beatles. Ma pokaźną kolekcję winylowych płyt grupy z Liverpoolu, a jego ulubiony utwór to „Drive My Car".

Kocha także dobry futbol, ale nie kibicuje żadnej z drużyn Premiership, tylko Eintrachtowi Frankfurt. Na mecze chodzi z przyjaciółmi z czasów szkolnych, siadając na zwykłej trybunie, a nie w loży VIP. Sam też grywa w piłkę. Rok temu miał być kapitanem drużyny kierowców w pokazowym meczu w Stambule, ale pomylił stadiony. Jako nastolatek przefarbował sobie włosy, ale z efektów zadowolony nie był. I na szczęście pozostał przy swojej charakterystycznej blond czuprynie. – Nie sposób go nie lubić. Z każdym się wita, zawsze uśmiechnięty – opowiadają koledzy z zespołu. Ot, taki trochę szalony chłopak z sąsiedztwa. Cudowne dziecko Red Bulla.

Grand Prix Brazylii

1. J. Button (W. Brytania, McLaren) 1:45.22,656; 2. F. Alonso (Hiszpania, Ferrari) strata 2,754 s; 3. F. Massa (Brazylia, Ferrari) 3,615; 4. M. Webber (Australia, Red Bull) 4,936; 5. N. Huelkenberg (Niemcy, Force India) 5,708; 6. S. Vettel (Niemcy, Red Bull) 9,453.

Klasyfikacja końcowa MŚ kierowców

1. Vettel 281 pkt; 2. Alonso 278; 3. K. Raikkonen (Finlandia, Lotus-Renault) 207; 4. L. Hamilton (W. Brytania, McLaren) 190; 5. Button 188; 6. Webber 179.

Konstruktorzy

1. Red Bull 460 pkt; 2. Ferrari 400; 3. McLaren 378.

Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?