W historii Formuły 1 nie brakuje zawodników, którzy mimo obiecujących początków, nigdy nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Ale Vettel pokazał, że nie każdy młodzian, który tuż po debiucie trafia na okładki branżowych pism z nagłówkiem „oto przyszły mistrz świata", musi po hucznym wejściu na scenę po cichu zniknąć gdzieś w środku stawki.
Trochę sprzyjało mu szczęście, bo szybko stał się ulubieńcem doktora Helmuta Marko, prawej ręki Dietricha Mateschitza, właściciela Red Bulla. Potrafi jednak wspaniale odwdzięczyć się za kredyt zaufania sprzed kilku lat.
Geniusz Neweya
Jeszcze gdy startował w Toro Rosso, juniorskim zespole Red Bulla, Vettel dość często kończył wyścigi na poboczu, czasami zabierając ze sobą rywali – jak w GP Japonii 2007, kiedy podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa staranował obecnego kolegę z ekipy, Marka Webbera. – Starasz się jak możesz, a jakiś dzieciak ci wszystko sp... – skomentował wówczas wściekły Australijczyk.
Gdyby taki numer wyciął inny junior Red Bulla, to jeszcze przed powrotem do garażu doktor Marko miałby przyszykowane rozwiązanie umowy. Vettelowi wybaczano jednak podobne wybryki. W sezonie 2009, po przenosinach z Toro Rosso do „dorosłego" Red Bulla, Niemiec nadal popełniał sporo błędów i stracił przez to kilkadziesiąt punktów.