Rewolucja techniczna w Formule 1 pożarła swoje dzieci w trakcie pierwszej sesji zimowych testów na hiszpańskim torze Jerez. Nowe technologie okazują się trudne do okiełznania, a najwięcej kłopotów mają mistrzowie świata z Red Bulla.
Wygląda na to, że czterokrotny mistrz Sebastian Vettel miał rację, kiedy w zeszłym roku po kolejnym zwycięstwie mówił przez radio inżynierom, żeby cieszyli się takimi chwilami, bo nie wiadomo, jak długo potrwają. Rewolucja w przepisach może rzeczywiście wstrząsnąć stawką.
W sezonie 2014 wyścigowe mistrzostwa świata wkraczają w nową erę. Zamiast staromodnych, paliwożernych silników V8, jeszcze z końca lat 80., samochody Formuły 1 dostały napęd hybrydowy. Jednostki V6 z turbosprężarką, o pojemności zmniejszonej z 2,4 do 1,6 litra, są wspomagane wydajnymi – przynajmniej w założeniu – systemami odzyskiwania energii kinetycznej i cieplnej. Te dodatkowe układy zwiększają moc „podstawowego" silnika aż o 160 KM.
Jest więc nowocześnie, ale też oszczędnie: w tym roku zaczyna obowiązywać limit zużycia paliwa do 100 kilogramów na wyścig. Poprzednio regulamin nic nie mówił na ten temat i szacuje się, że samochody zużywały o połowę więcej benzyny, niż wynosi obecny limit. Prace nad nowymi jednostkami napędowymi trwały od dwóch lat z okładem, ale dopiero w tym tygodniu na torze Jerez de la Frontera w Andaluzji zespoły mogły je sprawdzić w praktyce. Niemal od razu się okazało, że nawet najnowsze technologie symulacyjne i wytrwałe sprawdzanie silnika na hamowni nie oddają w pełni rzeczywistych warunków.
W czasie pierwszych dni testów nowe samochody spędzały więcej czasu w garażach niż na torze, a porządkowi rekordowo często sięgali po czerwone flagi i przerywali sesję, żeby umożliwić ściągnięcie kolejnego popsutego, dymiącego auta do boksów.