Wyścig rozstrzygnął się, mimo wielu wcześniejszych ucieczek, na ostatnim podjeździe pod Cauberg. Kwiatkowski zaatakował jako jeden z pierwszych. Za wcześnie. – Lepiej by było, gdybym został z tyłu, na kole kogoś takiego jak Gilbert. On ma tyle doświadczenia, byłoby mi łatwiej – opowiadał 23-letni kolarz z Torunia.
Kiedy Belg wyskoczył do przodu w połowie tej góry (niewielkiej, ale dającej się we znaki po 250 km jazdy), Kwiatkowski spasował. Nie tylko on. Gilbert odjechał wszystkim, samotnie minął linię mety. Na finiszu wzniósł do góry trzy palce jak trzy zwycięstwa w Amstel Gold Race. Polak dojechał sześć sekund później. Na piątej pozycji. Wynik to gorszy – o jedno miejsce – niż przed rokiem. – Ale pojechałem lepiej – twierdzi Kwiatkowski.