W ten weekend zginął nie tylko Brazylijczyk, trzykrotny mistrz świata, lecz także debiutant Roland Ratzenberger.
– Samochody stały się bardzo szybkie i trudne w prowadzeniu. To będzie sezon, w którym dojdzie do wielu wypadków, i zaryzykuję stwierdzenie, że będziemy mieli szczęście, jeśli nie wydarzy się coś naprawdę poważnego – mówił w roku 1994 Ayrton Senna. Niestety, miał rację...
Brazylijczyk po sześciu sezonach w McLarenie przeniósł się do Williamsa, dysponującego najlepszym samochodem i najlepszymi silnikami Renault. Wydawało się, że nikt mu nie zagrozi: dawni rywale Nigel Mansell i Alain Prost odeszli z F1, a młodzi gniewni – jak Michael Schumacher – dopiero musieli potwierdzić swoją klasę.
Szczęśliwa śmierć
Trzeci wyścigowy weekend sezonu 1994 przypominał koszmar. W piątek groźnie wyglądającemu wypadkowi uległ Rubens Barrichello. Brazylijczyk, który później pobił rekord w liczbie startów w F1, doznał złamania przegrody nosowej i kontuzji ręki.
Ratzenberger nie miał tyle szczęścia. 33-letni Austriak spełnił marzenie swojego życia, dostając się wreszcie do Formuły 1. Dzięki wsparciu sponsorów znalazł miejsce w ekipie Simtek, która także stawiała pierwsze kroki w mistrzostwach świata.