Po błędach w Soczi i Austin tym razem wicelider mistrzostw świata pojechał bezbłędnie i po raz piąty w tym sezonie stanął na najwyższym stopniu podium. Zadanie ułatwił mu zespołowy partner, który w połowie wyścigu pomylił się i wypadł z toru, tracąc kilka cennych sekund.
– Kosztowało mnie to wygraną – szczerze przyznał Hamilton, który na tym etapie wyścigu jechał na mocno zużytych oponach i próbował wyrobić sobie przewagę nad rywalem, który właśnie zjechał do mechaników po nowe ogumienie.
– Byłem o wiele szybszy, ale zablokowałem tylne koła w czwartym zakręcie i samochód się obrócił – wyjaśniał lider mistrzostw. – To była wyłącznie moja wina.
Dzięki wygranej Rosberg zmniejszył swoją stratę w mistrzostwach do 17 punktów. Finał sezonu, rozgrywany za dwa tygodnie u szejków w Abu Zabi, po raz pierwszy w historii F1 jest podwójnie punktowany. Hamilton na pewno zdobędzie tytuł, jeśli zajmie pierwsze lub drugie miejsce albo przyjedzie na metę przed zespołowym partnerem. Rosberg przy swoim zwycięstwie musi liczyć na maksimum trzecią lokatę kolegi, a jeśli będzie drugi, to Hamilton może być najwyżej szósty.
Patrząc na przebieg sezonu, trudno jednak liczyć na inny wynik niż podwójny sukces Mercedesa. Niedzielny dublet był już jedenastym takim wyczynem w tym sezonie i jest to nowy rekord Formuły 1. Poprzedni został ustanowiony przez McLarena w 1988 roku, kiedy Ayrton Senna i Alain Prost podwójnie wygrali 11 wyścigów, a ogółem stawali na najwyższym stopniu podium aż piętnaście razy w sezonie. Teraz Hamilton i Rosberg mogą jeszcze poprawić to osiągnięcie, ale warto pamiętać, że za czasów dominacji McLarena mistrzostwa składały się z szesnastu, a nie z dziewiętnastu rund.