Radosław Piesiewicz: PKOl musi mocniej pomagać sportowcom

Główny kandydat na nowego prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz: – PKOl nie może być tylko biurem turystycznym, które co dwa lata ubiera i wsadza do samolotu olimpijczyków.

Publikacja: 30.03.2023 03:00

42-letni Radosław Piesiewicz od 2018 roku jest prezesem Polskiego Związku Koszykówki

42-letni Radosław Piesiewicz od 2018 roku jest prezesem Polskiego Związku Koszykówki

Foto: PAP/Zbigniew Meissner

Przekonując związki sportowe do swojej kandydatury, mówił pan głównie o pieniądzach?

Rozmawialiśmy o programie i o tym, co możemy zrobić, żeby PKOl był bardziej aktywny. Nie może milczeć, gdy np. likwidowane jest Ministerstwo Sportu. Powinien być też bardzo aktywny w procesie ustawodawczym, zarzucać Sejm pomysłami na to, jak pobudzać środowiska sportowe. PKOl nie może być tylko biurem turystycznym, które co dwa lata ubiera i wsadza do samolotu olimpijczyków. Nie może mówić, że to związki źle przygotowały sportowców i dlatego nie ma medali. Musi mocniej pomagać, żeby mieć prawo później tak mówić.

Czytaj więcej

Andrzej Kraśnicki rezygnuje. Jeden kandydat na szefa PKOl

Obecnie budżet PKOl wynosi 30 mln zł, pan mówi o 300 mln...

PKOl powinien być redystrybutorem środków. Pozyskiwać pieniądze, a nawet scentralizować prawa marketingowe tych związków, które będą tego chciały. To byłby skok w zupełnie inny świat. Jestem przekonany, że gdybyśmy takie pieniądze przekazali następnie do związków sportowych, to mielibyśmy efekty w zdobytych medalach.

Tylko skąd brać te pieniądze?

Trzeba się ruszyć, wyjść z budynku. Jest bardzo wiele dużych firm w Polsce, które płacą ogromne podatki, więc trzeba porozmawiać o zwolnieniach, jeśli zainwestują w sport. Proszę mi wierzyć: kiedy pojawiła się informacja, że jestem jedynym kandydatem, to od razu odezwały się do mnie dwie duże firmy prywatne i chciały porozmawiać o promocji za pośrednictwem PKOl.

Zwolnienia podatkowe to jeden z pomysłów ustawodawczych, o których pan mówi?

Tak, ale nie tylko, chodzi też o wybory prezesów związków sportowych. Nie mogę stać na czele Polskiego Związku Koszykówki dłużej niż przez dwie kadencje, a to zamyka mi ścieżkę do objęcia ważnego stanowiska w federacji międzynarodowej, bo w statucie jest zapisane, że muszę być prezesem przez minimum dwie kadencje. Kiedy mógłbym się starać o stanowisko międzynarodowe, to muszę odejść z funkcji w Polsce, bo tego wymaga prawo. A w interesie polskiego sportu jest, żeby prezesi związków zajmowali coraz wyższe stanowiska na arenie międzynarodowej.

Dwukadencyjność ma być zabezpieczeniem przed budowaniem sobie księstw...

To niech to będą trzy kadencje, co jest według mnie optymalnym rozwiązaniem. Też jestem za tym, żeby czas pełnienia funkcji był ograniczony, ale musi to zostać bardzo sensownie przemyślane. Dzięki trzem kadencjom prezesi, którzy w swoich federacjach osiągają sukcesy, będą mieli szanse na powalczenie o wysokie stanowiska w strukturach międzynarodowych. Księstwa? Nie mogę się z tym zgodzić. Na wybory przyjeżdżają delegaci z całego kraju i gdyby nie byli zadowoleni z mojej pracy, toby mnie nie wybrali. Jeśli ktoś chce zostać prezesem PZPN, PZPS czy PZKosz, to niech stanie do walki. Byli zawodnicy lubią mówić, że ich się nie dopuszcza do rządzenia, więc apeluję: jeśli macie pomysły, spróbujcie przekonać delegatów. W ostatnich wyborach na prezesa PZKosz na 81 głosów otrzymałem 79, a przecież głosowanie jest tajne.

Wróćmy jeszcze do pieniędzy w PKOl. Jedna sprawa to pozyskać środki, ale jak je podzielić?

Od tego są prezydium i zarząd, nie będę pieniędzy dzielił jednoosobowo. Jeśli wygram wybory, będzie dyskusja o wszystkim, a podział będzie transparentny – gdzie środki trafiają i jak je rozliczamy. To wszystko musi być zamknięte w całość. Jest wiele dyscyplin, którym brakuje środków. Kiedy pojawią się pieniądze i prezesi je dobrze wykorzystają, czyli zainwestują w młodzież, w rozwój zawodników, to jestem przekonany, że z letnich igrzysk będziemy przywozić ponad 20 medali.

Wracając do PZKosz. Był pan niedawno w San Antonio. Jeremy Sochan chce grać tego lata w reprezentacji Polski?

Poleciałem do USA po to, żeby załatwić konkretne sprawy. Jeremy powiedział, że się cieszy z wizyty polskiej delegacji. W San Antonio rozmawialiśmy na różne tematy, nawet o tym, jak może wyglądać aktywność Jeremy’ego w Polsce przy okazji gry w kadrze. Rodzice i sam zawodnik zadawali konkretne pytania, podobnie jak wiceprezes i generalny menedżer San Antonio Spurs. Myślę, że ta wizyta pokazała, jak bardzo nam zależy, żeby nasz jedynak w NBA grał w kadrze. Pokazaliśmy, że jesteśmy poważną federacją i stać nas choćby na ubezpieczenie kontraktu zawodnika. Jestem przekonany, że jeśli zdrowie pozwoli, to Jeremy tego lata powinien zagrać w koszulce reprezentacji Polski podczas kwalifikacji do igrzysk olimpijskich.

PZKosz stara się, żeby odbyły się one w Polsce. Jak pan ocenia nasze szanse?

Bardzo mi na tym zależy, choć nie wiem, czy FIBA (światowa federacja koszykówki – red.) pozwoli sobie na to, by kolejną imprezę przyznać Polsce po tym, jak dostaliśmy organizację MŚ do lat 23 w odmianie 3x3 i jedną z grup EuroBasketu 2025. Mogę tylko lobbować, niedługo znów lecę do Szwajcarii. Będę też starał się o to, by w Polsce odbyły się kobiece mistrzostwa Europy.

Kluby NBA mocno troszczą się o prawa marketingowe. Rozmawialiście o tym, jak można wykorzystać Sochana promocyjnie?

Na ten temat na razie nie chciałbym mówić.

Przekonując związki sportowe do swojej kandydatury, mówił pan głównie o pieniądzach?

Rozmawialiśmy o programie i o tym, co możemy zrobić, żeby PKOl był bardziej aktywny. Nie może milczeć, gdy np. likwidowane jest Ministerstwo Sportu. Powinien być też bardzo aktywny w procesie ustawodawczym, zarzucać Sejm pomysłami na to, jak pobudzać środowiska sportowe. PKOl nie może być tylko biurem turystycznym, które co dwa lata ubiera i wsadza do samolotu olimpijczyków. Nie może mówić, że to związki źle przygotowały sportowców i dlatego nie ma medali. Musi mocniej pomagać, żeby mieć prawo później tak mówić.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sport
Wielka Wyprawa Maluchów: z Warszawy do Monte Cassino, by pomóc dzieciom
Sport
Polski himalaista zdobył Everest i Lhotse bez butli z tlenem. Trafił do szpitala
Sport
Klaudia Zwolińska bohaterką mistrzostw Europy. Teraz czas na igrzyska
Sport
Czy Iga Świątek pójdzie w ślady Sereny Williams?
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Sport
Minister sportu Ukrainy: Rosyjscy sportowcy, którzy nie popierają inwazji na Ukrainę, powinni zmienić narodowość
Sport
Giro d’Italia. Tadej Pogacar marzy o dublecie Giro-Tour