Reklama

Wolność słowa w Świątyni Słońca

Od dziś na czas trwania igrzysk trzy pekińskie parki mają się stać oazą wolności słowa. Każdy będzie mógł w nich publicznie wyrażać swe niezadowolenie i protestować. Oczywiście w zgodzie z obowiązującymi przepisami

Publikacja: 08.08.2008 03:05

Zakaz filmowania. Takie sceny zdarzają się na ulicach Pekinu

Zakaz filmowania. Takie sceny zdarzają się na ulicach Pekinu

Foto: AP

Dwie panie pilnujące wejścia do parku Świątyni Słońca natychmiast podrywają się z miejsc na widok wielkiej, żółtej plakietki zawieszonej na mojej szyi. Najwyraźniej zostały poinstruowane, że tak właśnie wyglądają zagraniczni dziennikarze akredytowani przy igrzyskach. Jedna z nich uprzejmie wręcza mi broszurę informacyjną o atrakcjach Pekinu, oglądając przy tym uważnie moją akredytację.

– W jakim celu pan tu przyszedł? – pyta, po czym dyktuje koleżance numer mojego paszportu i wizy oraz informuje kogoś o moim przybyciu przez krótkofalówkę. Takie środki ostrożności są zrozumiałe.

Rząd ChRL obiecał przed igrzyskami, że podczas ich trwania stworzy specjalne „strefy protestu”, w których każdy będzie miał możliwość demonstrowania swych poglądów. Park Świątyni Słońca, którego główne wejście mieści się vis-a-vis polskiej ambasady, to jeden z trzech stołecznych parków oficjalnie desygnowanych jako takie właśnie strefy.

Już po chwili niczym spod ziemi wyrasta przy bramie wejściowej pan Cao, przedstawiciel kierownictwa parku. Na jego piersi widnieje plakietka z czerwonym sierpem i młotem.

– Skąd pan jest? – pyta, zanim jeszcze zdążyłem wyjaśnić, w jakiej sprawie przychodzę.

Reklama
Reklama

– Nazwa gazety?

– Numer akredytacji?

– Spisałaś dane? – upewnia się jeszcze u podwładnej pilnującej wejścia i dopiero wtedy gotów jest do wysłuchania moich pytań.

Pan Cao kręci głową, gdy pytam o to, czy w parku wyznaczono jakieś specjalne strefy dla demonstrantów i czy w ogóle poczyniono jakieś szczególne przygotowania.

– Niczego nie przygotowywaliśmy, bo to nie jest potrzebne. Organizacją protestów ma się zająć Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, nie my. To przedstawiciele urzędu mają towarzyszyć protestującym w parku i zadbać o ich bezpieczeństwo – wyjaśnia z uśmiechem.

Takie przepisy to jego zdaniem nic nadzwyczajnego. – Przecież w każdym normalnym kraju tak jest: istnieje prawo i trzeba go w imię porządku publicznego przestrzegać – przekonuje.

Reklama
Reklama

Generał Liu Shaowu, szef bezpieczeństwa igrzysk, wyjaśnił nie tak dawno dziennikarzom, jak wygląda procedura. Każdy, kto ma zamiar zaprotestować w którymś z trzech parków, musi z co najmniej pięciodniowym wyprzedzeniem poinformować o tym stosowne organy bezpieczeństwa. Te z kolei muszą najdalej dwa dni przed planowaną demonstracją dać wnioskodawcy odpowiedź. Jej brak uznawany jest za zgodę.

Po co taka procedura? Z dbałości o społeczną harmonię.

– Do tego parku przychodzą okoliczni mieszkańcy, zwyczajni, spokojni ludzie, którzy tu odpoczywają lub uprawiają sport. Musimy zadbać o to, by nikt nie zakłócał ich spokoju – wyjaśnia pan Cao.

Na wielkim okrągłym placu w dawnej Świątyni Słońca, której park zawdzięcza swe imię, paru mężczyzn ze sporymi kołowrotkami w rękach w skupieniu oddaje się pasji puszczania latawców. Nieco dalej emeryci uprawiają gimnastykę. To normalny widok w każdym chińskim parku. Gdzieniegdzie między drzewami przechadzają się wyposażeni w krótkofalówki strażnicy.

– Gdzie jest dziennikarz? Ktoś widzi dziennikarza? – pyta męski głos w krótkofalówce.

Jeśli komuś nie pasuje Świątynia Słońca, może spróbować protestu w innej strefie: w parku Światowym. Położony jest on na południowych obrzeżach miasta – kilkanaście kilometrów od placu Tiananmen i ponad 20 od wioski olimpijskiej. Ten obiekt to świat w miniaturze. Są tu pseudozabytki z całego globu, za których obejrzenie trzeba zapłacić aż 65 juanów (niespełna 10 dolarów). Teoretycznie można by wyobrazić sobie protest z wieżą Eiffla w tle, a nawet przed miniaturą Kremla.

Reklama
Reklama

– Od kiedy można protestować przed Kremlem? – pytam Liu Huimina, zastępcę kierownika ds. relacji zagranicznych parku, lecz panu Liu wyraźnie nie jest do śmiechu.

– Gdzie jest dziennikarz? Ktoś widzi dziennikarza? – pyta męski głos w krótkofalówce

– Jeśli ktoś wejdzie do parku i zacznie demonstrację bez stosownego pozwolenia, to takie zachowanie będzie niezgodne z prawem – odpowiada spokojnie, ale zdecydowanie. Pan Liu potwierdza, że organizacją protestów zajmuje się służba bezpieczeństwa. – To nie nasza sprawa, nie dostaliśmy w tej kwestii żadnych wytycznych – dodaje.

W parku Światowym panuje spokój. Para studentów całuje się na ławce między Japonią i Koreą. Tresowany słoń, wielka atrakcja parku, delikatnie podnosi trąbą rozchichotaną turystkę przy „schodach w stylu włoskim”.

Przed charakterystycznym budynkiem opery w Sydney stoi grupka młodych mężczyzn, którzy przed chwilą na tyłach parku wysiedli z autobusu z tablicami wojskowej służby bezpieczeństwa. Wszyscy ubrani w takie same różowe koszulki polo i czerwone bejsbolowe czapeczki. Nastawione na tę samą częstotliwość krótkofalówki głośno buczą. Po chwili mężczyźni rozchodzą się po parku.

Reklama
Reklama

„Wspólne igrzyska, wspólna zabawa”, „Zadbajmy o olimpijskiego ducha” – głoszą hasła na ogrodzeniu.

Wczoraj policja siłą wyciągnęła z placu Tiananmen trójkę amerykańskich działaczy chrześcijańskich, którzy próbowali zwrócić uwagę opinii publicznej na brak swobód religijnych w Chinach. Dla zachowania spokoju publicznego policjanci w cywilu starali się zasłaniać całą scenę różowymi i niebieskimi parasolkami.

Gdyby pastor Patrick Mahoney i jego przyjaciele lepiej znali prawo Chińskiej Republiki Ludowej oraz usprawnienia przygotowane przez władze na okoliczność igrzysk, wiedzieliby, że protest należało najpierw zarejestrować w stosownym urzędzie. W przypadku obcokrajowców takim organem jest Wydział Imigracyjny Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Każdy obcokrajowiec mieszkający na stałe w Pekinie dobrze zna ten imponujący gmach przy Drugiej Obwodnicy – to tu przyjeżdża się co jakiś czas, by przedłużyć wizę pobytową. W informacji urzędu nikt nie jest w stanie mi wyjaśnić, gdzie należy złożyć podanie. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach udaje mi się zlokalizować właściwe miejsce: okienko numer 12, a nad nim napis: „Rozwiązywanie sporów zagranicznych”.

– Tak, to u nas. Tu należy składać podania o organizację demonstracji – przyznaje z uśmiechem sympatyczny oficer dyżurny, po czym na moment pochmurnieje. – Chce pan złożyć podanie? – pyta z powagą, ale natychmiast znowu się rozluźnia, gdy odpowiadam, że raczej nie.

Reklama
Reklama

W okienku numer 12 nie da się uzyskać informacji o liczbie złożonych dotychczas podań o zgodę na protest. – Jestem tu nowy, nic nie wiem. Ale dziś nikt nie składał – wyjaśnia szybko oficer.

Pytany niedawno przez dziennikarzy o liczbę zgłoszeń generał Liu, szef bezpieczeństwa na igrzyskach, także stwierdził, że nie wie, i odesłał wszystkich do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Na naszą prośbę o udostępnienie tych danych urząd odpowiedział pozytywnie: przekaże je, ale w późniejszym terminie. Na razie nie wiadomo więc, ile osób zamierza protestować w pekińskich parkach. Wiadomo jedynie, że ich protesty nie zakłócą spokoju emerytów i wielbicieli latawców.

Piotr Gillert z Pekinu

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama